Cotygodniówki
Blog Roberta Palusińskiego
Notki
2008-06-23

Włącz podgląd obrazów

 

Zapraszam na warsztaty szamańsko - psychologiczne

Szamańskie podróże, uzdrawianie
i droga przez życie

 


Wbrew pozorom, psychoterapia niewiele odbiega od pradawnych technik szamańskiego uzdrawiania. Wielu współczesnych terapeutów (np. Claudio Naranjo, J. Singer, J. Hillman, F. Torrey czy A. Mindell) uważa wprost, że psychologia to rodzaj neo-szamanizmu. Na warsztatach będziemy badać i sprawdzać w jaki sposób połączone siły szamańskich technik oraz psychologii pomagają w rozwiązywaniu problemów zdrowotnych, psychologicznych, uzależnieniowych i relacyjnych.

Jednocześnie podejdziemy do tych problemów jak do zjawisk niosących informacje z innych, "równoległych światów" (także Dolnych i Górnych) do których zazwyczaj wyprawiali się szamani, aby uzyskać wiedzę o leczeniu lub uzyskać inne, cenne informacje. Ponadto spróbujemy odkryć jak bardzo nasze problemy wiążą się z problemami świata.

Jeżeli sądzisz, że sześć dni głębszego kontaktu z sobą i z Przyrodą mogą przybliżyć Cię do odpowiedzi na pytanie "po co znalazłe/am się na tej planecie?TO TE WARSZTATY SĄ WŁAŚNIE DLA CIEBIE...

Praktykując aborygeńskiwalkaboutbędziemy się uczyć w jaki sposób nasze ciała i umysł dostosowują się do kierunków Ziemi oraz jak bardzo są z Nią związane i od Niej zależne. Odkryjemy JAK ZIEMIA nieustannie podsuwa nam najwłaściwsze wskazówki oraz kierunki działania! W końcu - co najważniejsze - z pomocą i podpowiedziami MATKI ZIEMI (PachaMama) poszukamy sensu i zasadniczego kierunku indywidualnego życia, który przewija się pomiędzy pozornie chaotycznymi i przypadkowymi wydarzeniami w życiu.

Przeprowadzimy krótki (1 dnia i 1 nocy) Vision Quest oraz Medicine Walk), Które będą poprzedzone nauką odczytywania wiadomości przekazywanych przez Wszechświat.

Będziemy stosować szamańskie medytacje oraz szamańskie podróże. Zobaczymy na czym polega naturalna joga samo-powstającą z ruchu autentycznego (tak jak w pradawnych czasach, gdy joga tworzyła się w wyniku szamańskich medytacji). Usłyszymy uzdrawiające pieśni i zastosujemy moc pieśni do uzdrawiania. Będziemy też uczyć się uzdrawiania ciała na poziomie kwantowym (włącznie z odwracaniem "zaklęcia" kodu genetycznego), zobaczymy zarazem na ile nasze symptomy są powiązane ze światem oraz dlaczego są informacjami z przyszłości!!!

Miejsce:Ośrodek holistyczny "KRĄG INICJACJI" w Kotlinie Kłodzkiej - miejsce piękne, odosobnione - wśród lasów i gór.



Co zabrać ze sobą: śpiwór, karimata, 1-2 koce lub więcej - do budowy szałasu potów, latarka, ostry nóż (scyzoryk), świece, zapałki, instrumenty, agrafki, chusta lub prześcieradło do owinięcia się w szałasie.


Termin:dn. 06.- 12. 08. 2008. (6 pełnych dni)
Ceny:480 zł/ 6 dni warsztatów wraz z noclegiem. Posiłki organizujemy wspólnie i/lub we własnym zakresie (noclegi we wspólnej sali lub w namiocie - własnym - na terenie ośrodka).

Można również nocować w gospodarstwie agroturystycznym "Stary Młyn" koszt 30 zł od osoby za noc (informacja i rezerwacja WE WŁASNYM ZAKRESIE:www.starymlyn.klodzko.pl,tel. 074 813-98-68, 607-323-616 -tam też znajduje się mapka z dojazdem.)

Ilość miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń i wpłacenia zaliczki w wysokości 200 zł do 25.07.2008.

Kontakt, informacje, szczegóły:r_paluch /at / wp.pl, tel. kom.: 505 476 964

Warsztat poprowadzi:Robert Palusiński, który łączy doświadczenie psychoterapeuty z umiejętnościami zdobytymi w ramach współpracy z Foundation for Shamanic Studies, autor (m. in. "Szamanizm w praktyce") i tłumacz książek (np. "Psychologia i szamanizm"), od wielu lat trener oraz facylitator pracy z grupami i organizacjami. Autorskie warsztaty szamańskie prowadzi od 1998 r.

Blog: http://robertpalusinski.blog.interia.pl/   http://www.palusinski.strefa.pl/

Włącz podgląd obrazówWłącz podgląd obrazów

Celem ogólnym warsztatów jest poznanie sposobów wewnętrznej pracy nad sobą wywodzących się z pradawnych tradycji a jednocześnie stale obecnych w najnowszych metodach terapeutycznych.

Dzięki tym zajęciom uczestnicy warsztatów dowiadują się jakie sposoby poznawania ważnych informacji stosowali nasi przodkowie i jak to zostało zaadaptowane przez współczesną wiedzę. Są bliżej odkrycia własnego sensu i mitu życia - czyli celu w jakim znaleźli się na tej planecie. Rozumieją sens i potrzebę stałego poznawania siebie oraz związku z Ziemią, potrafią z powodzeniem zastosować praktykowane techniki zarówno w trakcie warsztatów, jak i po powrocie do miejsc zamieszkania (cele operacyjne).

Więcej o prowadzącym:
Robert Palusiński
- psychoterapeuta, posiada uprawnienia Polskiego Towarzystwa Psychologii Zorientowanej na Proces do prowadzenia terapii i pracy z grupami pod superwizją Dyplomowanego Terapeut(ki)y Psychologii Zorientowanej na Proces. W latach 1998 - 2002 studiował w Research Society for Process Oriented Psychology w Zurichu, szkolił się także w Londynie, Kopenhadze i Bratysławie.
Od wielu lat pracuje z organizacjami w kraju i za granicą we wszystkich aspektach potrzeb, rozwoju, konfliktów i przemian organizacji oraz tworzących je osób. Prowadzi także autorskie warsztaty rozwojowe, szamańskie, psychologiczne (w tym grupy dla mężczyzn) oraz zajęcia grupowe i terapię indywidualną, par, rodzin. Tłumacz literatury psychologicznej m.innymi wielu pozycji A. Mindella. Liczne publikacje własne. Prowadził zajęcia z psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, Śląskim, w Gestaltowskim Instytucie Rozwoju Osobistego, Dojrzewalni Róż i innych. Współorganizował i prowadził w Krakowie (czerwiec 2004) pierwsze w Polsce Forum Głębokiej Demokracji. Były członek Komisji Etycznej Polskiego Towarzystwa Psychologii Zorientowanej na Proces.





 

 

SZAMANIZM I PSYCHOTERAPIA A ROLA PSA I WULKANU 2008-05-29
SZAMANIZM I PSYCHOTERAPIA A ROLA PSA I WULKANU

Tekst powstał po części w związku z dyskusją na liście o szamanizmie i psychoterapii - w nawiązaniu do tezy jak niewiele różnią się te dwa podejścia, jeśli wykonuje się je „z sercem" i na ścieżce serca...

Wszystkich, którzy chcieliby więcej się dowiedziec o tym jak blisko siebie znajdują się szamanizm i psychoterapia, jak w swej istocie są nierozerwalne i jak się splatają - zapraszam na prowadzone przeze mnie warsztaty szamańsko- psychologiczne pt.: SZAMAŃSKIE PODRÓŻE - UZDRAWIANIE I DROGA PRZEZ ŻYCIE (w Kotlinie Kłodzkiej, 6-12 sierpnia 2008)



Kilka tygodni po śmierci Carla Gustawa Junga, w drzwiach jego bliskiej i słynnej współpracownicy, stanął młody, 21-letni student pracujący w Zurychu nad doktoratem z fizyki kwantowej. (Tamtejsza politechnika czyli Technische Hochshule bardzo słynna jest/była i wielkim poziomem się wsławiła...). Student nigdy wcześniej nie zamierzał poddawać się psychoterapii, ale liczne zadziwiające, niepokojące i niezrozumiałe sny sprawiły, że postanowił coś z tym zrobić. Za namową kolegi udał się po poradę, do tajemniczej „wiedźmy z Zurychu”, jak nazywano Marię Louise von Franz - słynną specjalistkę od pracy ze snami.
Kilka lat później student obronił co prawda doktorat, ale z psychologii i zamiast być fizykiem atomowym został analitykiem jungowskim, po czym rozwinął idee Junga tworząc nowy rodzaj psychoterapii, którą nazwał Psychologią Zorientowaną na Proces. W tej szkole psychologii ogromne znaczenie ma odnajdywanie ukrytych informacji, do których najłatwiej dotrzeć wkraczając w odmienne stany świadomości. Tak jak dla Freuda Sny były „królewską drogą do podświadomości” dla Junga kompleksy, tak dla Psychologii Procesu tą drogą są odmienne (w tym oczywiście szamańskie) stany świadomości.

Opisywanym studentem fizyki był Arnold Mindell, który w książce „Psychologia i szamanizm”, dowodzi, że szamanizm to niemożliwe do wydziedziczenia, ogólnoludzkie podłoże duchowych doświadczeń. Przekaz szamański jest jego zdaniem polowy a nie eksluzywny, dzięki czemu KAŻDY ma potencjalny dostęp do szamańśkiej wiedzy, zdolności ale też i do niejednokrotnie do związanych z tym cierpień, bolączek i utrapień!


Mindell jest jednym z kilku największych, współczesnych psychologów, którzy twierdzą, że szamanizm to wzorzec i źródło współczesnej psychoterapii. Właściwie wszystko co czynimy dla rozwoju ducha, a nawet dla rozrywki wypływa z szamańskich źródeł. Na przykład poszukujemy transu tańcząc w dyskotece, lub na koncertach, biegamy albo wykonujemy inne, angażujące nas cieleśnie, powtarzalne, monotonizujące czynności, przez co doznajemy odmiennych stanów świadomości - stanów, które odbiegają od „szarej”, codziennej rzeczywistości i noszą znamiona szamańskiego transu.


Opisywana przez Castanedę szamańska „druga uwaga”, jest w praktyce sposobem, w jaki terapeuta (i szaman/ka) wychwytuje znaki wysyłane przez nieświadomość pacjenta. Terapeuta tak, jak myśliwy podąża za tymi śladami i odkrywa wraz z pacjentem ważną wiadomość. Z punktu widzenia rozwoju osobistego są to wskazówki objaśniające w jaki sposób kroczyć ścieżką pomiędzy światami tonala – tego co zwyczajne, codzienne - i naguala – tego co niezwykłe. Zarówno szaman, jak i psychoterapeuta wkraczają wraz z pacjentem w obszar naguala, w obszar żywej nieświadomości.

W początkach lat siedemdziesiątych Mindell odkrył u osób ciężko oraz śmiertelnie chorych zjawisko nazwane przez niego "śniącym ciałem". Okazało się, że informacja oraz przekaz niesiony przez nocne marzenia senne objawiają się w ciele w postaci symptomów. Na przykład sen o wybuchającym wulkanie może w ciągu dnia pojawić się w ciele pod postacią rozrywającego bólu głowy albo żołądka. Niezwykłe jest to, że wulkan ze snów może przejawić się również w odczuciach oraz doznaniach odbieranych i wyrażanych przez inną osobę!

Obraz wulkanu jest nieświadomą i nieznaną częścią śniącego. Może to być na przykład wylewna i gorąca aktywność. Jednak śniący nie utożsamia się z tą cechą, jest to jeszcze nierozpoznana właściwość, która ukryta w nieświadomości może pojawiać się wyłącznie w snach, symptomach czy nieświadomych ruchach i gestach danej osoby. Mamy zatem do czynienia ze zjawiskiem, które można by nazwać "duchem wulkanu".


Uważny obserwator odkryje tego ducha w sposobie i tempie mówienia, w tonie głosu, sposobie gestykulacji, spontanicznych ruchach, a także we własnych, wewnętrznych wrażeniach! Być może terapeuta w obecności takiego pacjenta sam odczuje ochotę, żeby wybuchnąć jak wulkan. Po pewnym czasie może nawiedzić go refleksja: "Aha, więc to, co sprawia problem pacjentowi, to kompleks, który we śnie wygląda jak wybuchający wulkan".

Jeśli ten sam pacjent trafiłby do szamana, to ten dzięki swoim duchom pomocniczym oraz czujnej obserwacji, za sprawcę tej samej choroby (np. bólu głowy) uzna właśnie "ducha wulkanu".

Przychodzi mi na myśl anegdota o Fritzu Perlsie, słynnym twórcy psychologii Gestalt. Pewnego razu antropolodzy M. Harner i C. Castaneda sprowadzili do ośrodka Esalen, gdzie mieszkał Perls słynną szamankę z plemienia Pomo, Elsie Perish z Pn.-Zach. Wybrzeża USA. Elsie prezentowała swoje metody uzdrawiania. F. Perls znany był ze swojej ironii, sceptycyzmu i zdroworozsądkowego podejścia. Po pokazach i opowieściach szamanki, Perls wygłosił taki oto komentarz: „Jeśli ona jest szamanką, to ja także. Ostatnio była u mnie pacjentka, która bez przerwy mówiła, a ja nie wiedziałem co powiedzieć, czy zrobić. Zamknąłem oczy i zobaczyłem szczekającego psa. Zrozumiałem to i stwierdziłem: "Pani głos brzmi jak szczekanie psa". Kobieta zaczęła płakać i odrzekła: "Mój mąż mówi do mnie to samo." - Perls dodał, że od tego zdarzenia terapia ruszyła z miejsca.


W pewnym sensie mamy tutaj do czynienia z „duchem”. Tym duchem jest szczekający pies. Jest on na tyle wyraźny, że zarówno mąż owej niewiasty jak i terapeuta potrafili go zauważyć i wyartykułować. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że również uzdolniony szaman czy szamanka potrafiliby rozpoznać tego, specyficznego ducha. Można założyć, że szaman i terapeuta nie różnią się przynajmniej na wstępnym etapie leczenia. Terapeuta zapewne rozszerzy diagnozę i stwierdzi: "To, co w warstwie wizualnej objawia się jako szczekający pies, przedstawia kompleks psychiczny, który niesie w sobie treść istotną dla zdrowia oraz samopoczucia pacjentki". Natomiast szaman może stwierdzić coś takiego: "Aha, to z tym duchem przyjdzie się zmierzyć."


Wygląda na to, że terapeuci i szamani posiadają zdolności telepatyczne, ale prawda jest taka, że wszyscy posiadamy takie zdolności. Na głębszych poziomach zażyłości nie sposób jednoznacznie stwierdzić do kogo należy drzemiący w nieświadomości materiał – czyli pies („i tu jest pies pogrzebany” :) ).


W psychologii zorientowanej na proces, z nieświadomością często pracujemy podobnie, jak zmagający się z duchami szamani. Na przykład w pracy z klientem, a zwłaszcza z parami, rodzinami czy grupami, nieobecna fizycznie postać, o której się często wspomina, bywa nazywana „duchem”. Jakiś domniemany "ktoś" lub "coś", poprzez samo mówienie o tym „kimś” jest niematerialnie obecny w trakcie sesji terapeutycznej.


Wróćmy jednak do naszej szamanki i przykładowego ducha szczekającego psa. Trzeba zaznaczyć, że istnieje bardzo wiele sposobów szamańskiego uzdrawiania. Tak samo jak istnieje niezliczona ilość technik psychoterapeutycznych. W naszym przykładzie, bardzo prawdopodobny staje się poniższy scenariusz:



1. Szamanka wejdzie w odmienny lub inaczej mówiąc szamański stan świadomości i skonsultuje wstępną diagnozę ze swoimi duchami opiekuńczymi pytając się czy może uzdrawiać tę osobę.


2. Po uzyskaniu zgody, zapyta duchy o najlepszy sposób postępowania. W tym przypadku najbardziej prawdopodobny będzie seans walki z duchem choroby i odpędzenia go, przeprowadzony w obecności zainteresowanej oraz wszystkich bliskich chorej.


3. Następnie przeprowadza się seans uzdrawiania. Szamanka za pomocą śpiewu, tańca, gry na instrumentach, środków halucynogennych albo wszystkich tych czynników razem, ponownie wkroczy w odmienny stan świadomości i rozpocznie podróż do świata duchów. Tam spotka zarówno ducha opiekuńczego chorej, jak i ducha, który jest sprawcą choroby. Następnie odbędzie się coś w rodzaju przekonywania albo nawet walki z duchem choroby. Zostaną przedstawione argumenty tak jednej jak i drugiej strony. Bardzo możliwe, że pojawią się ważne wiadomości, które nie były wcześniej ujawnione, o których nawet chora nic nie wiedziała. Te elementy mogą zostać oznaczone jako czynniki, które przywołały lub spowodowały pojawienie się ducha choroby.

Prawie we wszystkich tradycjach obrzęd uzdrawiania jest jawny i otwarty dla całej społeczności liczącej nieraz kilkadziesiąt osób. Ogromna dynamika nieświadomych sił, tak indywidualnych jak i rodzinnych zostaje odegrana i symbolicznie odreagowana w swego rodzaju terapii grupowej. Zdaniem szamanów duch dręczący daną osobę dotyczy również całej społeczności i środowiska. Takimi seansami inspirował się na przykład Hellinger.

4. W końcu negatywny duch szczekającego psa zostaje przekonany albo pokonany przez szamankę. Następnie szamanka daje pacjentce lekarstwo oraz zalecenia. Można się spodziewać, że ten duch nie będzie już dręczył pacjentki.


Wracając do psychoterapeuty zauważymy, że ten/ta będzie chciał się dowiedzieć jak najwięcej o „psie”. Z psychologicznego punktu widzenia „pies” jest postacią ze snu będącą „częścią” śniącej. Chilowo jednakże odszczepioną i niezintegrowaną. Im więcej dowiemy się o tym „duchu”, tym łatwiej będzie pacjentce poznać różnorodne cechy, które w tym śnie reprezentuje ten, szczególny pies. Samo szczekanie, to oczywiście wierzchołek góry lodowej. Jest to jedynie rodzaj ekspresji kryjącej mnóstwo znaczeń, często bardzo odległych od samej idei wydawania głosu! Oczywiście nie każdy pacjent potrafi lub zamierza badać znaczenie albo sens istnienia takiej wewnętrznej „części” siebie. W końcu mało kto ma ochotę porównywać się do szczekającego psa, ani tym bardziej utożsamiać się z nim!
Dla terapeuty jednym ze sposobów radzenia sobie z taką sytuacją jest właśnie odegranie roli pacjenta oraz roli psa i doprowadzenie do dialogu tych postaci w obecności osoby, która opowiedziała ten sen. Sam pacjent może doradzać terapeucie jak pogłębiać znajomość tej „psiej” części siebie (stając się na chwilę terapeutą!). Kiedy zaistnieje taka interakcja, to mamy do czynienia z odtworzeniem opisanego powyżej szamańskiego seansu! Terapeuta rozmawia z „duchem” psa przy udziale oraz wedle wskazówek klienta i dla jego dobra. Oczywiście po pewnym czasie pacjent dowiaduje się, że dramat w którym terapeuta grał rolę „psa” dotyczył przede wszystkim jego wewnętrznego życia!


Z punktu widzenia psychologii, opisane tutaj duchy, to wyparte, stłumione i niechciane przez nas części, intencje, myśli oraz uczucia, które kryją się w nieświadomości czekając na odkrycie. Te, mało znane, często wulkaniczne a czasami zwierzęce elementy zawierają w sobie ogromne pokłady energii i mocy. Ponieważ nie dajemy im szansy zaistnieć w ciągu dnia, więc dopominają się o zwrócenie na siebie uwagi nocą...


Autor jest terapeutą Psychologii Zorientowanej na Proces, autorem, tłumaczem książek Arnolda Mindella, członkiem zespołu Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces w Warszawie. Robert prowadzi warsztaty rozwojowe i szkoleniowe (np. warsztaty dla mężczyzn) oraz sesje terapeutyczne (także telefoniczne).
Kontakt: e-mail: robert /at/akademiapop.org, więcej o autorze:www.palusinski.strefa.pl
UWAGA: W Adresie zamień /at/ na @ i usuń wcześniejszą spację :)

W POSZUKIWANIU MOCY 2008-05-08

W poszukiwaniu mocy II ...


W tradycji Indian Ameryki Północnej, żeby odnaleźć moc trzeba wyruszyć do szczególnego miejsca w naturze, miejsca, które jest źródłem mocy i które istnieje od początku świata. Może to być miejsce, gdzie ludzie odnajdują szczęście i zdrowie. Lub miejsce, dokąd wyrusza się, aby ćwiczyć siłę i wytrzymałość lub gdzie można sprawdzić swoją brawurę i odwagę. Indianie znają również uświęcone wielowiekową naturą miejsca, do których udają się po ochronę i długie życie. Jednak samo znalezienie się w którymś z takich, uświęconych tradycją miejsc nie oznacza automatycznie odkrycia mocy. Poszukiwanie mocy nie jest przy tym tak proste i oczywiste np.: pójdziesz w jakieś określone miejsce i po krótkim czasie uzyskasz moc!

Indiański uzdrowiciel Medicine Grizzly Bear Lake o poszukiwaniu mocy mówi na przykład w taki sposób: "Jeżeli chcesz uzyskać moc leczenia, musisz pójść na tereny, gdzie naucza się uzdrawiania. Jednak to nie znaczy, że uzyskasz tę moc wyłącznie dzięki udaniu się tam i poprawnemu postępowaniu. Czasami ludzie mogą czegoś chcieć, ponieważ są samolubni albo ich intencje nie są dobre. W odpowiedzi mogą uzyskać raczej to, co Wielki Stwórca uważa, że jest im potrzebne, niż to, czego chcą. Ja na przykład nigdy nie prosiłem o zostanie szamanem. Wyruszyłem do lasu na poszukiwanie mocy, aby uzyskać powodzenie w grach hazardowych, a zamiast tego zostałem szamanem!"

Większość mieszkańców Zachodu podziela przekonanie, że możliwe jest uzyskanie mocy bądź większej siły, jeśli tylko ktoś tego zapragnie lub, gdy spełni się odpowiednie warunki. Wyraźnie mówi o tym znane i często powtarzane motto „chcieć to móc", „dasz rady”, itp. Każdy z nas jednak wie, jak bardzo złudny jest taki „kontrakt” z Wszechświatem. Metaforycznie pięknie o tym rozprawia biblijna księga Hioba.

Może właśnie dlatego w tradycjach plemiennych, w miejscach, gdzie zachodnia cywilizacja jeszcze nie w pełni narzuciła swoje poglądy (dokonując kulturowej kolonializacji), panują odmienne przekonania. Tam, gdzie ludzie jeszcze nie zdołali całkowicie zdominować przyrody, uważa się, że to wcale nie człowiek wybiera czas i miejsce poszukiwania mocy. Zdaniem naszych przodków oraz członków plemion żyjących w harmonii z naturą, decyzję o czasie i miejscu poszukiwaniu mocy podejmują siły większe od człowieka. Dla ludzi żyjących w bliskim kontakcie z naturą, na przykład dla członków społeczności impulsem do poszukiwań może być szczególny, zazwyczaj powtarzający się sen lub coś, co dana osoba i uzna za ważny znak. Znak jest zawsze czymś niespodziewanym, zaskakującym i nowym.

Przychodzi mi na myśl przykład młodego mężczyzny, któremu przyśnił się kiedyś jeleń. We śnie, który powtórzył się trzykrotnie, jeleń intensywnie wpatrywał się w śniącego wprowadzając go w błogi spokój oraz sprawiając wrażenie telepatycznego porozumienia. Zgodnie ze zwyczajem, młody człowiek uznał ten sen za ważny znak, skonsultował się z szamanem i za jego radą udał się na poszukiwanie mocy.

Wyprawę po moc reprezentowaną przez jelenia poprzedziły staranne przygotowania. Po kilku tygodniach, latem w określonym tradycją miejscu młody człowiek przygotowywał się do poszukiwania wizji dającej moc jelenia. Musiał pościć, pić tylko zioła, wielokrotnie przeprowadzać oczyszczające ceremonie itd. Po pewnym czasie mógł pójść w wyżej położone leśne obszary, gdzie dniem i nocą pozostawał w jednym miejscu. Po dwóch dniach przyśnił mu się sen, w którym podeszło do niego kilka jeleni udzielających mu cennych nauk. Właściwie nie był to tylko jeden sen, ale kilka snów pomiędzy którymi młody człowiek budził się, aby lepiej zapamiętać poszczególne sny, które każdorazowo były kontynuacją poprzedniego snu.

Po pewnym czasie młodego Indianina obudził odgłos kroków. Nie trzeba wyjaśniać, że po kilku niezwykłych snach głośne stąpanie nieznanej istoty mocno go zaniepokoiło. Z kolei późna pora oraz post połączony z czuwaniem i dużą wysokością mogły zmienić stan świadomości młodego Indianina i przyprawić go o halucynacje. Tak czy owak tupiącą postacią okazał się dorodny jeleń, który w wizji Indianina przemienił się w młodego wojownika. Wojownik przemówił i wyjaśnił, że jest duchem jelenia, który jakiś czas temu pojawił się we śnie. Po krótkiej rozmowie przekazał młodemu człowiekowi specjalną pieśń mocy, dzięki której można uzdrawiać chorych.

Czy ta historia może się w jakiś sposób odnosić do współczesnego człowieka? Czy w warunkach dzisiejszej cywilizacji możliwy jest tego rodzaju przekaz mocy ? Moim zdaniem jest to możliwe i zadziwiająco często spotykam się z podobnymi doświadczeniami u moich klientów. Niestety sny nie są równie wyraźnie zapamiętane jak w opisanym przykładzie. Wynika to z tego, że nasza uwaga oraz postrzeganie nie są nastawione na łowienie mocy w chwili, gdy Ona samowolnie chce się nam objawić. Nikt nas nie uczył zauważania przejawów mocy. Kiedy ludziom z kręgów cywilizacji zachodniej śnią się zwierzęta i to nawet wielokrotnie, to mało kto traktuje taki sen jako szczególny przekaz lub znak. Większość z nas traktuje sny jako jeszcze jedno z ciekawych, ale bardzo licznych przeżyć i doznań. Podobnie jest z innymi snami mocy niekoniecznie z postaciami zwierząt, które często pojawiają się i niezauważone przemijają.

Pochodzący z plemienia Yaqui szaman don Juan, główny bohater opowiadań Castanedy twierdził, że dostrzeganie przejawów śnienia w codziennym życiu a także w nocy wymaga szczególnego rodzaju uwagi nazwanej przez don Juana „drugą uwagą”. Pierwsza uwaga jest nam potrzebna żeby skupiać się na zwykłej, codziennej rzeczywistości, na przykład do kierowania samochodem. Druga uwaga pozwala dostrzegać to, co jest niezwykłe, niecodzienne, pochodzące z innych wymiarów i niepasujące do obrazu uznanego przez większość ludzi za normę. Don Juan uważał, że dla przebudzenia „drugiej uwagi” konieczne jest przesunięcie „punktu scalającego”. Zdaniem szamanów zamieszkujących Amerykę Łacińską, ów „punkt scalający”, to system społecznych wierzeń i przekonań oraz ustalony i ugruntowany od dziesięcioleci pogląd na świat a także na samego siebie, który jest na tyle mocno utrwalony, że bardzo często nie pozwala dostrzec niczego, co nie przystaje do tego poglądu. W dawnych czasach szamani potrafili fizycznie przesuwać punkt scalający swoich uczniów w ich ciałach energetycznych.

Czy, a jeśli tak, to jak zwykły, mieszkający w środku Europy człowiek może przesunąć swój punkt scalający i zacząć dostrzegać niezwykłe zjawiska? Z czysto szamańskiego punktu widzenia jest to trudne a nawet niemożliwe. Szaman powiedziałby, że o tym decydują tylko duchy – czyli coś, co moglibyśmy nazwać „siłami wyższymi” lub Wielkim „Ja”.

Z punktu widzenia współczesnego psychoterapeuty oznacza to, że powinniśmy w większym stopniu uznawać ważność snów i niezwykłych, a często bardzo zaskakujących zjawisk. Przykładem jak to działa w praktyce niech będą ginące już tradycje Indian Naskapi, zamieszkujących półwysep Labrador. Jeszcze w latach 50 tych XXw żyli oni w małych, rozproszonych klanach, zajmowali się łowiectwem i nie wykształcili żadnego wspólnego systemu religijnego. To samo z siebie jest fascynujące. Naskapi są swego rodzaju żywym zabytkiem antropologii kulturowej oraz historii wierzeń religijnych. Życie w bardzo surowych i trudnych warunkach zmusiło Naskapi do polegania na „drugiej uwadze” i na wiedzy płynącej ze snów. To plemię nie wykształciło rytuałów, świąt czy szczególnych zwyczajów plemiennych. Jednak Naskapi posiadali głęboką wiarę w istnienie duszy – czegoś, co jest czymś znacznie więcej od życia pojedynczego człowieka. Dusza nazywana była „wewnętrznym towarzyszem” lub przyjacielem „Mista peo” co dosłownie oznacza „Wielki Człowiek”. Mista peo mieszka w sercu i jest nieśmiertelny. W chwili śmierci lub tuż przed nią opuszcza człowieka, po czym inkarnuje się w kolejnym wcieleniu.

Ci spośród Indian Naskapi, którzy zwracają bardzo dużą uwagę na sny, sprawdzają ich znaczenie i wprowadzają wiedzę ze snów w życie są w lepszym kontakcie z Wielkim Człowiekiem – Mista Peo, który zsyła im lepsze sny. Sny pozwalają Indianom Naskapi lepiej orientować się nie tylko zawiłościach życia wewnętrznego oraz duchowego rozwoju, ale dają wiedzę jak najbardziej praktyczną! Naskapi dowiadywali w snach się jaka będzie pogoda i gdzie znajdują się karibu, które były ich głównym źródłem pożywienia. Choć u Naskapi nie istniały zasady dekalogu, to panowało przekonanie, że kłamstwa i nieszczerość utrudniały kontakt z Mista peo, zaś szczodrość oraz miłość w stosunku do ludzi i zwierząt przyciągało Wielkiego Człowieka.

Co zatem powinien czynić człowiek zachodu, aby przyciągnąć pomyślne sny i posługiwać się drugą uwagą?

Powinniśmy darzyć większym szacunkiem Wielkiego Człowieka w nas. To nie jest wcale skomplikowane; wystarczy uznać, ze „mały” człowiek nie jest miarą wszechrzeczy, ale jedynie częścią większej całości, że dzięki szczerości i lepszemu stosunkowi do bliźnich i środowiska (u Naskapi zwierzęta) nasza dusza – Wielkie Ja zacznie nam przesyłać dobre i całkiem konkretne rady nie tylko w snach, ale wraz z rozwojem postrzegania „drugą uwagą” także na jawie…


WARSZTATY PRACA Z KONFLIKTEM 2008-05-05

ZAPRASZAM NA WARSZTAT – SEMINARIUM


Sztuka i magia transformacji konfliktów”

w dniach 31.05. – 01.06. w Krakowie



Na tych warsztatach dowiemy się jak zamienić konflikty w pełne energii porozumienie, w którym znajdzie się miejsce na to, co pragnie zaistnieć pomiędzy stronami.

Stworzymy okazję do praktycznego sprawdzania i ćwiczenia niezwykle skutecznych metod pracy z konfliktami wypracowanych w ciągu ostatnich 30 lat przez terapeutów współtworzących Psychologię Zorientowaną na Proces. Poznamy różne poziomy pracy z konfliktem oraz strategie docierania do niedostępnych struktur leżących w najniższych warstwach tworzących podwaliny konfliktów, a także poznamy techniki, dzięki którym staje się zrozumiałe twierdzenie, że konflikt pomaga rozwijać się związkom i grupom.

Nauczymy się odkrywać bezcenne informacje ukrywające się za konfliktem, jak skutecznie wprowadzać te informacje w życie oraz jak potencjalnie destrukcyjne napięcia zamienia się nową, bardzo potrzebną jakość.


Konkretnie zajmiemy się:

  • dynamiką konfliktów pojawiających się w związkach (ale także w grupach)

  • głównymi obszarami konfliktogennymi w związkach

  • wzajemne „wiązania” oraz wpadanie w najbardziej typowe i powtarzające się sytuacje kreujące konflikt

  • niezwykle skutecznymi technikami pracy z konfliktem

  • odkrywaniem potencjału i twórczych aspektów ukrytych w konfliktach

  • konflikty wewnętrzne oraz ich odzwierciedlenie w świecie

  • praca z dużymi organizacjami w konflikcie a także z całym Światem! (jeśli wystarczy czasu)


Unikalne podejście Psychologii Zorientowanej na Proces polega na tym, że konflikt jest postrzegany jako potencjalnie konstruktywny komunikat o niewyrażonych potrzebach oraz informacjach ważnych zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i w konkretnej relacji. Jest to także istotna, ukryta informacja stanowiąca zasadniczą wartość ważną dla całego systemu. Systemem może być pojedyncza osoba (konflikt wewnętrzny), para czy większa organizacja. Umiejętne odkrycie tej informacji jest zazwyczaj twórczą iskrą pozwalającą "zwaśnionym stronom" błyskawicznie znaleźć rozwiązanie w najtrudniejszych i najbardziej zagmatwanych sytuacjach.
Jak wykazały liczne praktyczne doświadczenia, konfliktu nie da się wyeliminować, można go jedynie na pewien czas załagodzić czyli stłumić. Ale konflikt w swym podłożu jest - paradoksalnie - radykalną próba porozumienia się stron, próbą wniesienia nowych, często rewolucyjnych idei do skostniałego schematu, idei które nie mogą w inny sposób przebić się do świadomości. Konflikt jest próbą zaistnienia czynnika zmiany, jak również (o ile zostaje właściwie "przeprocesowany") jest drogą do budowania społeczności. Twórcze przekształcenie, to jedyne co można uczynić z konfliktem, aby przestał być czynnikiem zaburzającym czy destrukcyjnym.


Cena warsztatu 250 zł, (dla par: 220 zł od osoby)

Przedpłata – rezerwacja miejsca 100 zł od osoby (ilość miejsc ograniczona).

Miejsce: Kraków, Krakowska 19 (Towarzystwo Interwencji Kryzysowej) godz. 10:00 – 18:00 sobota 9:00 – 17:00 niedziela. (z Warszawy do Krakowa można dojechać już za 66 zł w dwie strony, jeśli odpowiednio wcześniej kupisz bilet w Internecie, lub za 2 x 35 lub za 99 bilet weekendowy. )


Warsztat poprowadzi Robert Palusiński

Superwizja: Tomasz Teodorczyk

Szczegóły, więcej informacji i kontakt: tel.: 505 476 964 lub e-mail: robert@akademiapop.org


o prowadzącym: Robert Palusiński, terapeuta Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces, autor książki "Szamanizm w praktyce" (oraz kilku innych pozycji) tłumacz książek Arnolda Mindella. W latach 1998 – 2003 studiował w Polskim Towarzystwie Psychologii Zorientowanej na Proces oraz w Szwajcarii (RSPOP Zurich), gdzie zdał egzaminy uprawniające do pracy terapeutycznej pod superwizją dyplomowanego terapeuty POP. W swojej pracy zawodowej łączy dawne techniki uzdrawiania z najbardziej twórczymi nurtami współczesnej psychologii. Facylituje konflikty i uczy innych jak pracować z konfliktami. Prowadzi męską grupę „Wędrówka bohatera”. Więcej o prowadzącym: http://www.palusinski.strefa.pl/


Prawne i polityczne próby rozwiązywania konfliktów są dlatego nieskuteczne lub krótkotrwałe, ponieważ nie sięgają do głębszych poziomów uczuć oraz do związków pragnących przejawić się w świetle konfliktu.

Antysemityzm 2008-04-01

"Polski antysemityzm, przymus niewinności,
albo: dlaczego syty nie zrozumie głodnego."

....Byłem na Święta Wielkanocy za Suwałkami i wstąpiłem po drodze do miasteczka Jedwabne...

Poniższy artykuł w swym zarysie napisałem przed kilku laty, kiedy rozgorzała dyskusja o naszym, polskim antysemityzmie, wzbudzona książką Grossa o zbrodni w Jedwabnem. Jeden z głosów przywoływał konieczność, czy też możliwość dokonania "psychoanalizy polskiego antysemityzmu". Psychoanaliza lub zgodnie ze współczesnym nazewnictwem terapia psychodynamiczna, nie bardzo nadaje się do zajmowania się społecznymi zjawiskami budzącymi napięcia, nie tyle z braku możliwości analizy tych zjawisk, ile z braku narzędzi do pracy z dużymi grupami ludzi. Z tego powodu proponuję przyjrzeć się problemowi z punktu widzenia Psychologii Zorientowanej na Proces.

Ten rodzaj psychologii stworzył pod koniec lat siedemdziesiątych analityk jungowski Arnold Mindell, który założył, że efektywna metoda terapeutyczna winna mieć zastosowanie we wszystkich sferach ludzkiego bytu. Skuteczność tego rodzaju terapii była sprawdzana w lecznictwie psychiatrycznym, w pracy z ludźmi umierającymi i w stanie śpiączki, w uzależnieniach, terapii indywidualnej i rodzinnej a w końcu w pracy z konfliktami w dużych i mniejszych społecznościach.

W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Mindell oraz szereg innych terapeutów sprawdzali swoje "narzędzia" w pracy z dużymi grupami ludzi w tak zapalnych regionach naszego globu jak: Irlandia Północna, Izrael, Rosja, Jugosławia i wielu innych krajach świata, gdzie poziom napięć oraz różnic religijnych, etnicznych i społecznych jest (pozornie) nieco mniejszy.

W tym podejściu terapeutycznym sposób pojmowania społeczeństw jest podobny do postrzegania jednostki; jako jednego organizmu składającego się z wielu części. Niektóre z tych części są nam nieznane, ponieważ nie jesteśmy ich świadomi. Nie znaczy to, że nie istnieją - pozostają po prostu w nieświadomości, są spychane na margines i pozostają w mniejszości. Jeśli dotyczy to społeczeństw, mamy do czynienia z nieświadomością zbiorową.

Nieświadomość zbiorowa funkcjonuje podobnie do nieświadomości indywidualnej, jeśli mamy do czynienia z przykrymi treściami, często zapominamy o nich lub w ogóle ich sobie nie uświadamiamy, co nie znaczy, że one przestają istnieć. Co pewien czas, jakaś sytuacja w naszym życiu sprawia, że reagujemy niezwykle emocjonalnie, nieproporcjonalnie do skali tego wydarzenia i czujemy się nad wyraz poruszeni. Carl Gustaw Jung powiedziałby, że taka sytuacja dotknęła naszego kompleksu. Dla psychologa poruszenie jakiegoś zagadnienia, które wywołuje silny oddźwięk, świadczy o tym, że to zagadnienie istnieje "tu i teraz", jest niezmiernie ważne i aktualne. Możemy zatem tu i teraz przeżywać ponownie zbrodnię w Jedwabnem (jeśli o niej albo o prześladowaniach opisywanych w nowej książce Grossa zażarcie podyskutujemy) oraz tu i teraz mamy do czynienia z antysemityzmem, jeśli zobaczymy na murach napis „Żydzi do gazu” oraz gwiazdę Dawida na szubienicy...

Kilka lat temu z zapartym tchem śledziłem liczne głosy i publikacje omawiające zbrodnię w Jedwabnem, polemizujące z Grossem itd. To pozwoliło zapoznać się z jakże zróżnicowanymi opiniami. Ten niezwykle silny oddźwięk, jakim cieszą się publikacje Grossa świadczy o dotarciu do bardzo czułego miejsca w nas wszystkich. Co nas porusza aż tak bardzo? Czy - cytując księdza Tischnera - "dotarliśmy do granic możliwości skutecznego działania" i stanęliśmy przed barierą niemożności? Czyżby tutaj i teraz już nie dosięgała nas odpowiedzialność? Co nie pozwala nam dostrzec odpowiedzialności za nasz antysemityzm? Co by się stało, gdybyśmy przyznali, że jesteśmy rasistami, czyli antysemitami? Rozważmy taką ewentualność. Ja osobiście jestem rasistą i antysemitą za każdym razem, gdy słyszę w swoim pobliżu rasistowski lub antysemicki komentarz czy dowcip i nie reaguję na to przynajmniej dezaprobatą. Czasami po prostu boję się panów o mocno rozwiniętej muskulaturze wygłaszających tego rodzaju opinie. Jednak nie reagując, wyrażam nieme przyzwolenie. Czasem jest inaczej – ktoś nieostrożnie nazwie tę czy inną rasistowską zbrodnię ekscesami tłumu – a zbrodnie ZAWSZE trzeba nazywać po imieniu, by nie umniejszać ich wagi. I również wówczas należy reagować. Wszak nazwanie „jakimś” ekscesem zabójstwa kogoś a twojej rodziny byłoby zdecydowanie bolesne i wywołujące żywą reakcję...

Niemiecki pisarz Gunter Grass, w kontekście niemieckiej "pracy nad pamięcią" powiedział kiedyś ważne zdanie "Jest tak, jakby dzieci i wnuki wspominały w zastępstwie milczących ojców i dziadków". To wielka prawda mająca znaczenie także i dla nas. Dzieci i wnuki esesmanów, nazistów czy gestapowców w ogóle nie rozmawiały o wojnie i zbrodniach wojennych ze swoimi ojcami i dziadkami! Kilkanaście - kilkadziesiąt lat po wojnie był to temat tabu w międzypokoleniowych rozmowach rodzinnych. Wystąpił brak kontynuacji przekazu, temat był zbyt bolesny do poruszenia i zaowocował kompensacją w latach następnych. Wydaje się, że w nieco innej formie, podobne zjawisko ma szansę wydarzyć się także i u nas. Postępując konsekwentnie za tym co napisałem wcześniej, już "tu i teraz" pracujemy nad naszą polską pamięcią.

Sytuacja w naszym kraju może być bardziej złożona. Nie sposób wytyczyć tak jasnego jak w Niemczech podziału pomiędzy winowajcą, prześladowcą a ofiarą. Po pierwsze nie należy zapominać, że tak duża liczba osób pochodzenia żydowskiego, która osiedliła się na terenach przedwojennej Polski była pochodną znacznie mniejszej skłonności Polaków do antysemityzmu, niż w krajach gdzie Żydów było liczebnie mniej. Wszak najwięcej medali Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata otrzymali Polacy za pomoc, której z narażeniem życia udzielali Żydom w czasach Holocaustu. Na dodatek sami jesteśmy ofiarami wynarodawiania z czasów zaborów, ofiarami mordów II Wojny Światowej, zaś na narodowej liście eksterminacyjnej Holocaustu znajdowaliśmy się na trzecim miejscu po Żydach i Romach. I w końcu, nie mniej istotne jest, że przez 20 - 30 lat po wojnie ważna i żywa była powojenna trauma, podsycana antyniemiecką pożywką oficjalnej propagandy, oraz nieoficjalna lecz równie istotna postawa antyrosyjska. Mamy zatem ogrom materiału do przepracowania i "odpamiętania". Znamy nam smak roli ofiary ale musimy się także zapoznać z widmem prześladowcy.

Co zrobić, żeby nie zagubić się w tej mnogości przeróżnych figur i postaw? Pozostańmy przy antysemityzmie i weźmy za przykład potworną zbrodnię w Jedwabnem. Każdy zadaje sobie pytanie: dlaczego wydarzają się takie rzeczy? Padały powtarzane często głosy, że Żydzi współpracowali z NKWD zaraz po wejściu Sowietów na tereny Polski. Może i tak – ale czy wszyscy spaleni w stodole w Jedwabnem, w tym kobiety i dzieci byli współpracownikami NKWD? Oczywiście, że nie! W psychologii podobne argumenty nazywa się racjonalizacją, czyli rozumową formą usprawiedliwiania czynów haniebnych.

Częściową odpowiedzią na pytanie „dlaczego” może być teoria zajmowanych ról społecznych. Przypomnę słynny i dość pesymistyczny w swojej wymowie eksperyment Philipa G. Zimbardo i jego współpracowników z 1963 r. Z pośród wielu studentów wybrano 21 najbardziej zrównoważonych emocjonalnie mężczyzn, zdrowych psychicznie i fizycznie. W zaadaptowanych pomieszczeniach uniwersytetu Stanford zorganizowano "więzienie" i podzielono grupę na 11 "strażników" i 10 "więźniów". Ustalono 16 - punktowy regulamin, a ukryte kamery i mikrofony miały śledzić dwutygodniowy eksperyment. Jednak z powodu agresji, dominacji i brutalności strażników, aktów psychicznego i fizycznego znęcania się na więźniach, eksperyment przerwano po sześciu dniach. Okazało się, że w tych specyficznych warunkach, zrównoważone osoby zidentyfikowały się w pełni z przydzielonymi rolami społecznymi, zapominając o swojej pierwotnej tożsamości z przed eksperymentu. "Więźniowie" również utożsamili się z rolami i spędzali czas na planowaniu ucieczek, narzekaniu na warunki i pozyskiwanie łask strażników.

Prawdopodobnie za przyzwoleniem, a może i namową Niemców, Polacy w Jedwabnem przyjęli rolę oprawców i w pełni się z nią zidentyfikowali. Pogromy, mordy i prześladowania są zawsze aktami agresji większości na grupach mniejszościowych. Chyba nie sposób policzyć przypadków, kiedy mniejszość etniczna, religijna czy w inny sposób odmienna od większości, staje się w określonych warunkach kozłem ofiarnym. Dzieje świata, włączając w to rok 2000 pełne są takich przykładów. Dyskusja o zbrodni w Jedwabnem, o naszym antysemityzmie jest w pewnym stopniu rozważaniem o tym, czy istnieje możliwość powtórzenia pogromów. Co zrobić, by nie dopuścić do takich wydarzeń w przyszłości? Takie niebezpieczeństwo zawsze istnieje. Wszak przed rozpadem Jugosławii Broz Tity niewiele osób przewidywało możliwość zaistnienia pogromów etnicznych.

Vaclav Havel w przemówieniu do Kongresu Stanów Zjednoczonych powiedział przed laty: "Bez globalnej rewolucji w sferze ludzkiej świadomości, zbudowanie bardziej ludzkiego społeczeństwa nie będzie możliwe". Potrzebna jest głęboka świadomość tego co dzieje się w nas i wokół nas oraz stałe przypominanie, że "Cokolwiek uczyniliście bratu memu najmniejszemu, Mnieście uczynili". Nie będzie tutaj bałwochwalstwem, stwierdzenie iż owo „Mnie” dotyczy każdego i każdej z nas. Ciebie i mnie, drogi Czytelniku i Czytelniczko. Że co robiąc domniemanemu bądź faktycznemu Żydowi – sam sobie robisz. Jednak uzyskanie i utrzymanie tego rodzaju świadomości jest trudnym zadaniem, szczególnie w stanach emocjonalnego pobudzenia. Eksperyment Zimbardo wykazał jak łatwo utracić świadomość i "wpaść" w rolę odgrywaną w danej społeczności.


Na dodatek zarówno jednostki, jak i grupy przypisują innym - osobom z poza własnej zbiorowości - niepopularne cechy, których nie chcą, a także nie potrafią zauważyć u siebie. Tego rodzaju projekcja hipnotyzyje do tego stopnia, że wybuchamy słusznym i uzasadnionym gniewem na tego, woniejącego czosnkiem X, niedomytego Y, butnego V, czy zboczonego Z, zupełnie nieświadomi faktu, że z mocą najświętszego przekonania powielamy stereotyp wdrukowany za sprawą wychowania i wzrastania w określonym kręgu kulturowo-społecznym. Słuszność czy niesłuszność stereotypu jest sprawą drugoplanową przy nadrzędnej kwestii utraty świadomości tego, co nam się przydarza. A przydarza się nam nieświadome zajęcie "roli" oskarżyciela, prześladowcy lub zgoła oprawcy. Jak sobie poradzić z tą chwilową utratą świadomości lub nawet całkowitą niemożnością dostrzeżenia bolesnych skutków represjonowania mniejszości przez większość?

Arnold Mindell opisał mechanizm ukrytego oddziaływania rang i wynikających z nich przywilejów w interakcjach społecznych. System indywidualnych i zbiorowych rang jest bardzo złożony. Ogólnie chodzi o to, że z racji pochodzenia, wykształcenia, historii osobistych doświadczeń oraz utożsamiania się, tudzież akceptacji głównego nurtu kulturowego, czyli poglądów większości, mamy o wiele większe szanse rozwoju, wpływania na politykę i osiągania sukcesu niż osoby znajdujące się w grupach mniejszościowych. Wymieniony wyżej potencjał stanowi o naszych przywilejach. Rangi i przywileje są oczywiście relatywne i osadzone w kontekście innych osób lub grup społecznych oraz różnic indywidualnych. Są przy tym zazwyczaj społecznie nieświadome.

Na przykład klasa średnia w przypadku społeczeństw klasowych, dostrzega większe przywileje klasy wyższej, lecz - co rodzi największe konflikty, nieporozumienia i problemy społeczne – zupełnie nie dostrzega własnych rang i przywilejów jakimi dysponuje w stosunku do klasy lub grupy o mniejszych możliwościach. Zaatakowana przez klasę niższą, nie pojmuje w czym rzecz twierdząc, że przecież obie klasy znajdują się w równie trudnym położeniu względem klasy (grupy) wyższej! Mądrość powiedzenia "syty nigdy zrozumie głodnego" znajduje tutaj idealne zastosowanie.

Podobnie jest z kolorem skóry, rasą, płcią, orientacją seksualną, zdrowiem, wiekiem, religią, samopoczuciem a nawet z wyglądem. Spychana na margines i niedostrzegana mniejszość, stara się na ile to możliwe powiadomić większość o swoich bolączkach wynikających z nierównych szans. Czasami mniejszość, nie mogąc dotrzeć do silniejszej większości posuwa się do terroru.

Pamiętajmy przy tym, że my - jako większość o wyższej randze - też mamy swoje problemy, też jesteśmy w jakimś stopniu ofiarami. Z systemem rang zapoznaliśmy się już w dzieciństwie, gdy słyszeliśmy, że "dzieci i ryby głosu nie mają". To przykład różnicy rang; społeczność dorosłych jest uprzywilejowana względem dzieci. W tym przypadku dorośli dają sobie prawo "nie słuchania", dzieci jednak nie mają wyboru; muszą słuchać co dorośli do nich mówią. Co najważniejsze dorośli jako większość uznają ten stan rzeczy za całkowicie "naturalny". Kiedy dziecko chce jednak przekazać swoją opinię, natrafia na "szklany sufit" nie-słyszenia. Domagając się coraz głośniej prawa do wyrażenia zdania mniejszości, dziecko zostaje w końcu skarcone.

Choć dla wszystkich wydaje się to oczywiste, to najważniejsze w tym jest, że dorosły z pozycji silniejszego daje sobie prawo np. nie słuchania, a dziecko NIE MA tego prawa.

Wyobraźmy sobie inną sytuację zastosowania rangi lepiej ukrytej. Oto na przykład nastoletni syn urzędnika administracji państwowej z Warszawy wyjaśnia z pełnym przekonaniem swojemu rówieśnikowi pożytki i dobrodziejstwa płynące z demokracji: "wiesz stary, teraz wszyscy mamy równe szanse, żyjemy w kraju ogromnych możliwości, wykorzystanie tych możliwości to jedynie kwestia zaangażowania i pracy". Jednak nie spotyka się ze zrozumieniem. Jego rówieśnik jest synem bezrobotnych byłych pracowników PGR-u z prowincji, który przyjechał ze swoją klasą na wycieczkę do Warszawy. Syn urzędnika absolutnie nie może pojąć dlaczego jego kolega nie rozumie tak prostych i podstawowych spraw, jest dziwnie poirytowany i na dodatek wytyka mu warszawskie pochodzenie.

Ukryta ranga jest niewidzialna przede wszystkim dla przedstawicieli większości. Większość zazwyczaj w ogóle nie wie, że posiada rangi, i że nich korzysta! Nieświadome wykorzystywanie różnic społecznych i rang boleśnie dotyka osoby znajdujące się w mniejszości, lecz również i przez te osoby nie jest to rozpoznawane jako oddziaływanie dynamiki rang. Dla mniejszości jest to po prostu poczucie niezrozumienia, niesprawiedliwości, odbijania się od muru lub "szklanego sufitu" - jak to zostało nazwane w Ameryce. Ten model w mniej lub bardziej subtelnej formie funkcjonuje we wszystkich społecznościach, w których występuje większość (main stream) i mniejszości.

Jednym z ogromnych przywilejów jakimi dysponuje większość, jest potencjalna możliwość nie zajmowania się problemami zgłaszanymi przez mniejszość, nie słuchania ich, nie dostrzegania lub nie pamiętania o nich. Mniejszość (tak jak dziecko z podawanego przykładu) nie ma takiej możliwości, gdyż żyje danymi problemami i codziennie boryka się z nimi. W tym miejscu stykamy się z główną barierą w komunikacji pomiędzy narodem polskim a mniejszością żydowską mieszkającą w Polsce lub wywodzącą się z Polski. Z powodu tej bariery problemy z jakimi borykają się mniejszości, bardzo rzadko do nas docierają. Co więcej: problemy osób pochodzenia żydowskiego (lub jakiejkolwiek mniejszości) mogą wydawać się nam wydumane, przerysowane, absurdalne, wyssane z palca, wynikające z przewrażliwienia, nieaktualne, monstrualnie wyolbrzymione lub nawet pochodzące z innej planety.

Psycholożka izraelska Michal Wertheimer Shimoni w pracy "Fat as an Ally" pisze: "Psychologia drugiego pokolenia osób, które przeżyły żydowski Holocaust (a teraz także trzeciej generacji) jest w Izraelu dobrze rozwiniętą dziedziną badań. W wymienionych grupach występują powszechnie rozpoznawane syndromy, zawierające w sobie długoterminowe wzorce zachowań takich jak: gruntowny brak wiary w prawo do życia i do szczęścia, odczucie, że jest się obarczonym pamięcią lub ucieleśnia się pamięć zmarłych krewnych oraz głębokie poczucie braku własnej wartości i braku ważności w obliczu niewiarygodnego cierpienia i strat, przez które przeszli rodzice (...) Praca nad moimi uczuciami związanymi z "drugim pokoleniem" zajęła mi bardzo dużo czasu, nadal się z tym borykam i prawdopodobnie będzie mi towarzyszyć do dnia śmierci". Czy współcześni Polacy znają tę traumę mniejszości? A jeśli nie, to dlaczego?

Naród Żydowski przypominając nam o swoim cierpieniu i krzywdach, oprócz apelowania do naszej odpowiedzialności, przypomina pośrednio o naszych własnych cierpieniach i krzywdach. Jednak ranga większości daje nam przywilej nie widzenia, nie słyszenia i nie pamiętania, pozwala także na mniej lub bardziej wyraźne sankcjonowanie jawnego bądź ukrytego antysemityzmu. Publicyści tacy jak np. Jolanta Tokarska Bakir zauważają, że: "Nasza pamięć jest miejscem, w którym nie ma Żydów", nie pamiętamy już o moście nad ulicą Chłodną a parę lat temu władze gminy Centrum (Warszawa) nie rozumiały idei upamiętnienia Umschlagplatzu na działce przy ul. Dzikiej. Takie "wykasowanie" pamięci można nazwać okropnością.

Samo wysłuchanie argumentów mniejszości, a nawet zrozumienie ich, niekoniecznie konstruktywnie rozwiązuje problem. Jako większość (main stream), stając wobec ogromu nadużyć społecznych, możemy popaść w poczucie winy i wstydu za czyny naszych dziadów, ojców i braci. Możemy wstydzić się naszej lepszej pozycji i większych szans. Z czasem zaczniemy odczuwać niesprawiedliwość i wyolbrzymienie wysuwanych zarzutów. Ciągłe obwinianie może spowodować odwrotny skutek od zamierzonego. Być może stąd właśnie bierze się polski przymus wykazywania niewinności cechujący się np. oburzeniem przy okazji wydanie kolejnych publikacji Grossa.

Zadanie rozwoju świadomości polega na tym, żeby być świadomym włąsnej rangi i jednocześnie poczuć jak to jest znajdować się w grupie mniejszościowej. Paradoksalnie pomóc nam mogą nasze trudne doświadczenia, kiedy sami, krócej lub dłużej znajdowaliśmy się w grupie represjonowanej mniejszości. Pewnym przykładem mogą być doświadczenia dzieci jako mniejszości.

Aby w przybliżeniu poczuć się członkiem mniejszości, mogę pofantazjować jak czuł się mój, albo czyjś dziadek Polak w roli prześladowanej mniejszość podczas wojny. W takiej wyobrażonej sytuacji, wchodząc w rolę innej osoby istnieje możliwość skontaktowania się z psychologiczną rolą ofiary prześladowań, a nawet odbudowania struktur "wykasowanej" pamięci.

Wyobraźmy sobie, że przenieśliśmy się w czasy okupacji; na tramwajach, kinach i kawiarniach widnieją napisy: "Nur fur Deutsche", w każdej chwili grozi łapanka, obowiązuje godzina policyjna i restrykcyjne ustawodawstwo, rozstrzeliwani są zakładnicy. Krewni i znajomi naszych rodziców i dziadków wywożeni są do przymusowej pracy i obozów koncentracyjnych, a atmosferę ciągłego zagrożenia podsycają krążące po ulicach uzbrojone patrole. W każdej chwili może zostać użyta przeciwko tobie, jako mniejszości broń. Nie masz prawa do żadnych wyjaśnień. Jest to skrajna pozycja represjonowanej mniejszości. Można rozpoznać ją w sobie.

Choć może wydać się to trudne, pomyślmy teraz, że ty lub twój dziadek był w czasie ostatniej wojny Żydem. Nosił opaskę, później zamknięto Go do Getta. Jako wnuk lub wnuczka, nawet nie wiesz, gdzie teraz znajdują się jego prochy! Przypomnij sobie opisany powyżej syndrom następnego pokolenia. Teraz mamy szansę spojrzeć na ten sam problem z pozycji mniejszości o jeszcze niższej randze.

Właśnie z uwagi na rangę, dziadek Polak znajdował się w czasie wojny w nieco mniej tragicznym położeniu od dziadka Żyda. Również z uwagi na tę samą rangę, dziadek Polak mógł w tamtych czasach nieść pomoc Żydom, a także - w odwrotnym przypadku - nie dostrzegać ogromu tragedii Żydów, a nawet przyczyniać się do niej.

Empatyczne doświadczanie pozycji osób o niższej randze, stanowi w psychologii zorientowanej na proces (A. Mindella) punkt wyjścia do zasadniczych zmian w komunikacji pomiędzy grupami oraz jest platformą do zrozumienia wzajemnych doświadczeń i punktów widzenia. Możliwość wiarygodnego wczucia się w pozycję osób z grup mniejszości bez zapominania o swojej randze, kreuje potencjalną możliwość ustanowienia porozumienia na nieporównywalnie głębszym poziomie. Nikt lepiej nie nauczy nas odczuwania pozycji osoby o niższej randze od przedstawiciela grupy mniejszościowej. Można powiedzieć, że mniejszość jest w pewnym sensie nauczycielem i wyzwaniem dla większości. Warto przed tym, z poszanowaniem drugiej strony, otwarcie powiedzieć sobie o wszystkich wzajemnych pretensjach i uprzedzeniach, w przeciwnym wypadku będą one nadal krążyć niczym osławione "widmo rewolucji", zakłócając skutecznie i permanentnie próby porozumienia stron.

Świadomość posiadanych rang i przywilejów oraz wynikających z nich różnic pozwala korzystać i cieszyć się z nich oraz w pozbawiony protekcjonalizmu, naturalny sposób kontaktować się większości z przedstawicielami grup mniejszości na płaszczyźnie "równości w różnorodności". Świadomość rang przyczynia się do docenienia bogactwa różnorodnych poglądów i ogranicza trendy marginalizacyjne. W przykładzie syna urzędnika administracji z Warszawy taka świadomość, o ile zaistniałaby już w trakcie rozmowy, pozwoliłaby być może na wspólne zastanowienie się rozmówców nad tym, co zrobić, by rzeczywiście szanse życiowego startu w dorosłe życie były równiejsze.

Co możemy zatem uczynić w związku ze zbrodnią w Jedwabnem, szeregiem innych pogromów i z naszym, polskim antysemityzmem? Proponuję z jak największą świadomością naszej rangi większości oraz uwarunkowań kulturowych i historycznych pochylić się nad tymi zagadnieniami z punktu widzenia większości a także - co jeszcze ważniejsze - z punktu widzenia żydowskiej mniejszości, która w tak wielkim stopniu kształtowała naszą unikalną historię, kulturę oraz świadomość. Niczym w dziecięcej zabawie wyjdźmy na chwilę poza naszą narodową tożsamość i wejdźmy w rolę żydowskiej mniejszości.

Proszę nie zamykać oczu i nie zasłaniać uszu. Zapytajmy żyjących Żydów jakie są ich uczucia w kontekście wydarzeń w Jedwabnem oraz uczucia wywoływane naszym antysemityzmem. Jakie reakcje wywołują w nich graffiti z napisem „Żydzi do gazu!” Czy czują się w naszym kraju równie bezpieczni jak przeciętni Polacy? Czy takie napisy nie budzą strachu? Jest to warunek konieczny, w przeciwnym razie pozostaniemy w sferze domniemań i projekcji. Rozpatrzmy wysuwane wobec nas (Polaków) oskarżenia i zastrzeżenia. Jak wiele możemy przyjąć i co z tego nie jest naszym zdaniem sprawiedliwe. Dzięki konfrontacji z mniejszością i z bolesnymi faktami z przeszłości mamy szansę rozwinąć się i uniknąć eskalacji konfliktu. Powiedzmy też sobie a może i innym, jakie uczucia wzbudzają w nas wspomniane fakty.

Chłodne kalkulowanie ilości osób, które mogłyby się zmieścić w jednej stodole, lub weryfikowanie danych i źródeł historycznych, jest w tym kontekście kwestią drugorzędną. Nawet zagadnienie winy i niewinności schodzi na plan dalszy w obliczu możliwości nawiązania bliskiego, pełnego empatii kontaktu dwóch, dotychczas oddalonych od siebie stron czy nawet światów. Może to brzmi utopijnie, ale dlaczego widzę taką szansę i możliwość?

Jego Świątobliwość XIV Dalaj Lama Tybetu Tenzin Dziatso, zapytany podczas pobytu w Warszawie przez dziennikarzy, czy potrafiłby przebaczyć Chińczykom zbrodnie ludobójstwa i wynarodawiania Tybetańczyków, odrzekł: "Przebaczyć - tak, jednak nie wolno zapominać. Pamięć potrzebna jest po to, aby podobne rzeczy nie wydarzyły się w przyszłości". Większości - jak już pisałem - łatwiej jest zapomnieć. Tylko większość może sobie pozwolić na „kasowanie pamięci”. Zatem tym bardziej pamiętajmy zatem zarówno o ofiarach, jak i o prześladowcach.

Mam takie marzenie, że z własnej inicjatywy, najbogatsza gmina w Polsce wznosi monument "Park Pamięci Umschlagplatz" ku pamięci trzystu tysięcy Warszawiaków pochodzenia żydowskiego wywiezionych z tego właśnie miejsca do obozów zagłady? Jak tobie, drogi Czytelniku podoba się taki pomysł? Czy nie jest znamienne, że Żydzi byli i są także Warszawiakami, podobnie jak Polacy - mieszkańcy Warszawy?


2008-04-01

Istnieją konflikty dotyczące religii, duchowości, praw do ziemi i historii. Na głębszym poziomie każdy walczy o miłość w którejś z jej licznych odmian. Nasi wewnętrzni krytycy czują się niekochani, my sami czujemy się niekochani oraz niedocenieni, a na każdym kroku widać jak mało jest miłości i szacunku dla różnic oraz odmiennych postaw. W pewnym sensie w przyszłości przyjdzie się nam zmierzyć z mieszanką śmierci i miłości. Czegokolwiek byśmy nie robili, musimy dowiedzieć się jak najwięcej o tych dwóch wielkich siłach. Poznawanie tych sił jest z pewnością częścią przyszłości której możemy się spodziewać.

                                     Arnold Mindell

SENS ŻYCIA JAKO CZYNNIK LECZĄCY 2008-03-14

SENS ŻYCIA JAKO CZYNNIK LECZĄCY


Kwestia sensu życia to zagadnienie opisywane w niezliczonych rozprawach filozoficznych i psychologicznych. Jest to zarazem (w przeważającej mierze) główna racja istnienia tych dziedzin wiedzy. Sens życia (i śmierci) to podstawowe egzystencjalne pytanie każdego człowieka, na które nie ma gotowej odpowiedzi, ale przed którym nie ma też ucieczki. Na nieszczęście ogromna większość ludzi zadaje sobie pytanie o sens dopiero na łożu śmierci lub w jej pobliżu. Często całość działań psychoterapii sprowadza się do postawienia pytania o sens, zaś samo odkrycie lub choćby zbliżenie się do sensownej odpowiedzi bywa skutecznym lekarstwem w wielu przypadkach nerwic czy egzystencjalnych kryzysów związanych zazwyczaj z niespotykaną wcześniej, przełomową sytuacją.

O potrzebie sensu życia
Kazimierz Obuchowski w książce "Galaktyka potrzeb" traktującej o psychologii dążeń ludzkich zdefiniował sens życia jako potrzebę i poświęcił tej potrzebie 1/3 objętości pozycji. Potrzeba w ujęciu Obuchowskiego dotyczy tego, co jest człowiekowi niezbędne, aby istniał jako organizm, rozwijał się jako osoba i był wolny psychicznie. Zatem pełny rozwój osobowości nie jest możliwy bez zrealizowania tej właśnie potrzeby. Jej istotą jest skonstruowanie własnej, abstrakcyjnej koncepcji życia, w ramach której można się pozytywnie i twórczo spełniać do końca istnienia.
Filozoficzny nurt egzystencjalizmu spopularyzowali tacy francuscy myśliciele jak Sartre i Camus. Oczywiście nie byli oni pierwszymi, którzy poruszyli wagę zagadnienia sensu życia, ale dzięki swojej popularności uprzystępnili egzystencjalne niepokoje szerszej publiczności. Na popularność egzystencjalizmu wpłynęła powojenna trauma oraz niemożność zrozumienia ludobójstwa o niespotykanych wcześniej rozmiarach. Wynika to z tego, że nieodłącznym cieniem sensu życia jest sens śmierci.
Twórcą, powstałej tuż po II Wojnie Światowej psychologii egzystencjalnej, zwanej też logoterapią, czyli terapią poprzez odnajdywanie sensu i znaczenia był psychiatra Victor Frankl. Zdaniem Frankla (który będąc lekarzem-psychiatrą żydowskiego pochodzenia przeżył pobyt w obozie koncentracyjnym) sens życia to umiejętność odnalezienia i wykonywania szczególnych zadań, które w przypadku każdej jednostki są indywidualne. Owe zadania nie są przypadkowe, a zaangażowanie w ich realizację wynika z powołania oraz z poczucia odpowiedzialności. Dla innego geniusza myśli psychologicznej, C.G. Junga wspomniane powołanie (a właściwie wezwanie) nosi miano misji życiowej, którą jego zdaniem przepowiadają sny z wczesnego dzieciństwa, a w przypadku ich braku -- najwcześniejsze wspomnienia (James Hillman zamplifikował tę tezę tworząc „teorię żołędzia” zgodnie z którą nasz los w formie zalążkowej jest już opisany w momencie narodzin. Nie jest to ścisły opis typu „kim będę”, ale wedle tej wielce prawdopodobnej teorii, na pewno można powiedzieć, że dana osoba będzie dębem, a nie np. sosną, a specyficzne czynniki wrodzone lecz nie genetyczne, zdają się mieć dominujące znaczenie znacznie przekraczające uwarunkowania środowiskowe.)

Zdaniem Junga, prawie jedna trzecia analizowanych przez niego przypadków, nie było nerwicami dającymi się określić czy opisać klinicznie, lecz były to cierpienia związane z poczuciem bezsensowności i bezcelowości życia czyli z brakiem możliwości zrealizowania potrzeby sensu życia. Warto tutaj podkreślić, że u Frankla zadania nadające życiu sens wiążą się ze społeczeństwem, a nawet z Wszechświatem i wymiarami religijnymi. Z kolei u Junga społeczny aspekt życiowego mitu sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: „Jaki mit chce się ujawnić oraz zaistnieć przeze mnie?”
Trzecim z wielkich psychologów XX w., a historycznie pierwszym, który pisał o znaczeniu sensu życia był Alfred Adler. Dla tego psychiatry "żyć znaczy rozwijać się", życie jest ciągłym doskonaleniem się. Adler uznał dążenie do doskonałości za wrodzony instynkt człowieka, który to instynkt wskutek błędnych zabiegów wychowawczych lub propagandowych może ulec zaburzeniu. Sensem życia jest samo dążenie do doskonałości, o ile jest sprzężone z poczuciem wspólnoty. Zdaniem Adlera poczucie wspólnoty jest zbiorowym celem, a właściwie zbiorową doskonałością ludzkości. Jednostka tylko wtedy postępuje we właściwym kierunku, gdy i żyje i dąży do sukcesu jako cząstka całości. Doskonalenie siebie powinno brać pod uwagę interesy innych ludzi i przebiegać w poczuciu wspólnoty. W ujęciu Adlera człowiek może określić siebie oraz swój sens życia wyłącznie w odniesieniu do innych ludzi.
Zagadnienie potrzeby sensu życia poruszało na różny sposób wielu innych psychologów i terapeutów. Często bywało to opisywane zupełnie innymi określeniami, jak misja życiowa, mit życia czy cel życia. U A. Maslowa i C. Rogersa metapotrzeby, samoaktualizacja, samorealizacja i spełnienie są innymi sposobami opisywania tej problematyki.
Z punktu widzenia biografii, potrzeba sensu dostrzegalna jest już w pytaniach dzieci w wieku przedszkolnym. W wyższych klasach szkół podstawowych uczniowie zapytują o sens czy też bezsens przyswajania pewnych wiadomości. Pierwsze i niejednokrotnie bardzo doniosłe zetknięcie z wyraźnie postawionym pytaniem o sens istnienia ma miejsce w wieku dojrzewania. Później stykamy się z dotkliwą potrzebą odnalezienia sensu życia w chwilach decydujących zmian biograficznych, jak np. rozwód, dorosłość i usamodzielnienie się dzieci, utrata pracy lub przejście na emeryturę, poważne choroby czy śmierć. Często w okresach związanych ze zmianą następuje wyraźne pogorszenie jakości życia. Obniżone samopoczucie przyczynia się do licznych schorzeń psychosomatycznych. Cytowany Obuchowski wymienia trzy rodzaje nerwic egzystencjalnych będących efektem niezrealizowanej i nieuświadomionej potrzeby sensu życia. Prawdopodobnie syndrom chronicznego zmęczenia oraz wypalenie zawodowe jest w dużej mierze związany z brakiem możliwości realizacji potrzeby sensu.
Niezwykle istotne, a jednocześnie rzadko dostrzegane jest rozróżnienie pomiędzy „nadanym” a „własnym” sensem życia. Bardzo często w tym miejscu przebiega granica pomiędzy przedmiotowością a podmiotowością człowieka. Obecne zaburzenia kulturowe, postmodernistyczne przemiany organizacyjne i społeczne są wynikiem rewolucji podmiotów, której ukryte trendy obecne były już w latach 30-tych XX w., zaś z jej jawnym wyrażeniem mamy do czynienia od lat 60-tych XX w.
Nadany życia, to sens przyswojony przez jednostkę wraz z procesem socjalizacji, identyfikowania się z określonymi wartościami i rolami społecznymi. Taki rodzaj sensu jest zazwyczaj zawężony do jednego rodzaju aktywności wraz z przynależnymi jej wartościami i ideami. Jak dotąd kultura i wychowanie skłania się do takiego właśnie pojmowania sensu życia. Realizowanie przypisanej jednostce roli jest stosownie wynagradzane. Spełnianie zewnętrznie stawianych wymagań w przekonaniu o ich nadrzędnej wartości sprawia, że te wymagania i ich spełnianie nadają sens działaniom jednostki. Przykładowo sens życia może nadać bycie matką, politykiem, lekarzem, fundamentalistą religijnym czy nawet przestępcą. Stwarza to pewne ramy funkcjonowania, a zarazem uprzedmiotawia człowieka, choć jednocześnie zabezpiecza potrzebę sensu życia. Jednak w tym przypadku to nadany sens życia kieruje postępowaniem człowieka a nie człowiek jako podmiot kieruje swoim życiem. Nadany sens życia wyznacza co i jak powinno się robić. Nie ma tu zbyt wiele miejsca na refleksje, dociekania czy modyfikacje. Wykonywane działania niewątpliwie mają sens, ale wynikają z nieświadomej introjekcji wzorców kulturowych, zaś poczucie sensu nadanego ogranicza autonomię jednostki i jest ograniczone w czasie. Matka traci nadany sens życia wraz z wydorośleniem dzieci, polityk, gdy traci głosy wyborców, lekarz może utracić prawo wykonywania zawodu, fundamentalista religijny odkryje, że został oszukany przez swojego guru, a przestępca straci nadany sens życia, gdy trafi do więzienia.
Zdaniem Obuchowskiego własny sens życia powinien być świadomy, ujęty na tyle ogólnie (to znaczy w ramach ogólnej koncepcji), aby można go było poddawać modyfikacjom. Powinien być na tyle rozbudowany, żeby możliwe było zrozumienie jego źródeł a skutki jego realizacji przewidywalne. Ma być podstawą aktywnych, zdecydowanych wyborów spełniających kryteria altruizmu i stabilnej co do kierunku, a zmiennej w formie realizacji działań. Człowiek staje się w tym przypadku podmiotem i aktywnie oddziałuje na świat. Wiąże się to z odpowiedzialnością oraz psychologicznymi kosztami wynikającymi choćby z nieustannej konieczności dokonywania i weryfikacji świadomych wyborów. Jednak własny sens życia daje przede wszystkim szansę ciągłego rozwoju do końca istnienia jednostki uodparniając na manipulacyjne zakusy popkultury oraz nieświadome przyjmowanie ról społecznych.

Własny sens życia wiąże się z powstaniem człowieka-podmiotu, który posiada autonomię psychiczną, osobistą refleksję oraz własne plany życiowe. Posiadanie własnej koncepcji sensu życia umożliwia jednostce formułowanie osobistych zadań dotyczących nie tylko tego, co bezpośrednio się przed nią znajduje, ale i dalszej przyszłości. Własny sens życia nie oznacza zerwania lub zanegowania tradycji czy kultury. Jeśli ktoś kontynuuje tradycję, to ustawicznie poddaje ją konstruktywnej krytyce, dopytuje i sprawdza jej wartości, a tym samym swój własny, wolny wybór. Jest to twórcza postawa ukierunkowana na zmiany, a jak powszechnie wiadomo, jedynym stałym czynnikiem we współczesnym świecie wydaje się być właśnie zmiana.
Obuchowski do kategorii własnego sensu życia dodaje ważny czynnik ekologiczny. "Punktem wyjścia powinna być sama jednostka i jej wizja siebie w tym świecie, który ona będzie zmieniać, sama się zmieniając". Człowiek-podmiot, jako cząstka środowiska powinien dążyć do demokracji partycypacyjnej, gdyż składanie pełni odpowiedzialności na ręce polityków-przedstawicieli jest pozbywaniem się części własnej podmiotowości. Wiąże się z tym konieczność własnej aktywności samorządowej oraz wykształcanie ekologicznego sensu życia. Pozwala również na spełnienie potrzeby dystansu, która jest warunkiem wolności psychicznej. Własny sens życia prowadzi do wykształcenia rozwiniętej osobowości, a jest nią autonomiczna, podmiotowa i wolna psychicznie jednostka, która choć spełnia pewne role w świecie to dzięki dystansowi psychicznemu nie identyfikuje się z nimi w pełni. Jednostka taka posiada emocje i różne koncepcje, ale jest równocześnie od nich wolna i jest zdolna do ich przeformułowania. Taka jednostka jest świadoma, że jest czymś znacznie więcej niż tylko swoimi rolami, emocjami i koncepcjami. Jednocześnie na takiej osobie ciąży świadomość, że nie może na nikogo przenosić swojej odpowiedzialności za to, co czyni sama i co czynią inni bez jej sprzeciwu.
Podsumowując zacytuję raz jeszcze Obuchowskiego, który przeżył sowieckie łagry przez co jego biografii jest w pewnych punktach zbieżna z obozowymi doświadczeniami V. Frankla:


Człowiek dojrzały intelektualnie, refleksyjny, musi, prędzej czy później, w obręb swoich zainteresowań wprowadzić sens siebie samego. Wynika to z samej logiki poznawania świata. Własny sens życia jest czynnikiem warunkującym stabilność motywacyjną osoby, odporność na przeszkody, satysfakcję z życia i stawanie się coraz lepszym. Sens życia powinien być wytworem własnej refleksji osoby, a jego racje powinny być wyraźnie określone, tak aby istniała szansa modyfikowania go w miarę zmian warunków życia, zdobywania nowej wiedzy, nowego rozumienia świata.
Gdy sens życia jest nadany z zewnątrz, gdy wynika z przepisów roli, z nadanego z zewnątrz systemu wartości lub sytuacji, jego wpływ na losy człowieka jest ograniczony w czasie. W określonych warunkach każdy sens życia jest decydującym warunkiem zachowania siebie.”

Głęboka demokracja i telos
Głęboka demokracja to sformułowany przez amerykańskiego psychologa A. Mindella termin, który nadaje równą rangę i wagę wszystkim naszym wewnętrznym częściom, ale także czynnikom oraz podmiotom zewnętrznym. Głęboka demokracja postuluje docenienie i poznanie wypieranych, tłumionych bądź rzutowanych na innych elementów nieświadomości.

Z kolei grecki TELOS,to cel, zwieńczenie, zakończenie, ale też, o czym rzadko się wspomina, telos związany jest z przyszłością! Jest to pociąg wpływający na nasze losy z całkiem niedalekiej przyszłości. Jego smak jest do matematycznego atraktora. Telos odwraca prawo przyczyny i skutku, a właściwie działa w tym samym kierunku, ale z odwrotnym wektorem. Oznacza to, że skutek zaistniały w przyszłości subtelnie oddziałuje na teraźniejszość w akcie stawania się danego wydarzenia czy zjawiska.

W psychologii zorientowanej na proces podobnie jak w analizie jungowskiej zakładamy, że każdy człowiek ma do spełnienia pewną misję, którą nadaje mu Jaźń czyli Dusza czyli Psyche czyli Śniące Ciało.

Postępowanie zgodnie z tą misją, to realizacja własnego sensu, realizacja „legendy życia” lub też podążanie Castanediańską „ścieżką serca”. Interesujące, że bardzo wiele osób, podobnie jak szamani w licznych tradycjach czuje wewnętrzny przymus do podążania tą, a nie inną drogą. Wezwanie w przeciwieństwie do powołania często bywa utożsamiane z przymusem i bywa bolesne, ponieważ musimy porzucić to, co nam znane, a przez to (pozornie) bezpieczne...

O NIE-SKUTECZNYM REALIZOWANIU CELU. 2008-02-28


Gdy realizacja celu (np.naszego noworocznego planu) się nie udaje...



W poprzednim artykule pisałem o noworocznych postanowieniach oraz o metodach realizacji celów, planów, zamierzeń. Dzisiaj, czyli jakiś czas później, zobaczymy co się dzieje, kiedy te plany nie „chcą” się ziścić.

Oczywiście zawsze pada (sakramentalne) pytanie: dlaczego tak się dzieje? Dlaczego po kilku najdalej kilkunastu tygodniach nasze pieczołowicie przemyślane, nieodwołalne, stanowcze i zdecydowane postanowienia-cele znikają w mrokach niepamięci?

Dzieje się tak z powodu oporu! Coś w nas opiera się zmianie. Ma to miejsce głęboko w nieświadomości i dlatego niewiele wiemy o tych mechanizmach. Proces jest burzliwy oraz dynamiczny, dlatego analizie głębi oraz o psychoanalizie mówi się „terapia psychodynamiczna”.

Powszechnie znane słowo „kompleks” przedostało się już do języka potocznego. Najprościej mówiąc, kompleks to nieświadomy wzorzec, który organizuje nasze doświadczenia. Wszyscy wiemy o tym, ze „posiadamy kompleksy”. To sformułowanie jako pierwszy zastosował C. G. Jung mówiąc o kompleksie jako o grupie psychicznych reprezentacji potencjalnie zarówno pozytywnych jak i negatywnych, naładowanych silnymi emocjami. Te, emocjonalnie nabrzmiałe, zazwyczaj automatyczne reakcje i zwyczaje (wzorce) odciskające trwałe ścieżki w naszych umysłach objaśniają sens przeżywanego doświadczenia i opanowują nas częstokroć całkowicie wbrew naszym najlepszym intencjom.

Pamiętajmy, że kompleksy wywodzą się ze strategii adaptacyjnych – powstały w celu wytworzenia logicznych wniosków bazujących na zasadniczych ideach oraz przekonaniach pełniących najistotniejszą rolę w czasach, gdy dane kompleksy powstawały. Kompleks staje się problemem, gdy stwarza zbyt wielkie ograniczenia, jest jednostronny i krępuje elastyczność działania czy myślenia. To tak jakbyś z licznych dostępnych narzędzi posiadał wyłącznie młotek i tylko jego ciągle używał dla dokonania różnorodnych napraw.

Zatem: żeby dokonać zmian musimy zauważyć w jaki sposób działają nasze nieświadome programy oraz jak manifestują się w naszym życiu. (za: Jerry M. Ruhl and Robert A. Johnson – analitycy jungowscy z USA)



PYTANIA



Realizacja jakiegokolwiek celu, którego do tej pory nie osiągnęliśmy jest zmianą stanu w jakim dotychczas funkcjonowaliśmy. Jednym ze sposobów odkrywania nieświadomych,ograniczających nas programów - kompleksów jest stawianie pytań. Na przykład:

1) „Jakie korzyści płyną z NIE OSIĄGNIĘCIA celu?” Psychoterapeuci nazywają to korzyściami neurotycznymi lub korzyściami wtórnymi, ale nam chodzi tutaj o ukrytą motywację a przede wszystkim o korzyści płynące z obecnej – nie zmienionej sytuacji.

2) Drugie pytanie sięga stopień dalej (lub niżej – jak to bywa ze stopniami): „Jaką potrzebę zaspokaja ta „korzyść” (korzyści)? (Chodzi oczywiście o korzyść będącą odpowiedzią w p.1)

3) Trzecie pytanie jest próbą wykreowania modelu, w którym ani nie porzuca się tej korzyści, ani nie rezygnuje z realizacji celu! Czasem jest to próba godzenia ognia z wodą – coincidentio oppositorum. Pytanie (a zarazem wyzwanie) brzmi tak:„W jaki sposób mogę zachować tę korzyść przy jednoczesnym osiągnięciu wyznaczonego celu?!”



PRAKTYKA

Powiedzmy, że ktoś w bieżącym roku chce zostać osobą niepalącą (albo: szczupłą, bogatą, na wyższym stanowisku, itp. itd.). Może to być cel dość górnolotny, lub zamierzenie mniejszej rangi, albo tylko kolejny etap cząstkowy na drodze do DUŻEGO celu. Z poprzedniego odcinka pamiętamy, że oczywiście wcale nie chodzi o rzucenia palenia, ani tym bardziej o walkę z nałogiem! Sformułowany cel powinien brzmieć mniej więcej tak:

Będę osobą niepalącą! (każdy kiedyś był taką osobą – choćby w dzieciństwie! Można oczywiście wstawić tutaj dowolne życzenie/cel.)

Jednak zdarza się, że dana osoba (jak to niestety dość często bywa) już po kilku dniach od nowa zaczyna palić papierosy i z powrotu do postawy osoby niepalącej nic nie wyszło...

W takiej sytuacji zadajemy pytanie:

Jakie korzyści płyną z NIE OSIĄGNIĘCIA celu?!”

Zazwyczaj uznajemy, że nie ma żadnych Przecież palenie nie daje żadnych korzyści i tylko szkodzi! Jednak gdybyśmy to samo pytanie sformułowali inaczej, np.: „Co jest takiego fajnego w paleniu?” (Innymi słowy: – jakie korzyści daje pozostawanie w obecnej sytuacji?) To zapewne znaleźlibyśmy całkiem pokaźną i zasobną argumentację.(Dla przypomnienia: autor palił papierosy nałogowo blisko 25 lat, ale już od dawna nie pali - więc wie o czym pisze!). Przykładowa odpowiedź może mówić o tym, że osoba paląca w swoim przekonaniu osiąga spokój i zmysłową satysfakcje płynącą z chwilowego oderwania się od codzienności oraz od wykonywanych czynności. Dokonuje medytacyjnej refleksji oraz skupia się na wchłanianiu i wypuszczaniu dymka oraz powietrza z i do płuc. (To są wspomniane korzyści „wtórne”.)

Pytanie drugie: „Jaką potrzebę zaspokaja ta korzyść? Jak wynika z poprzedniego pytania i odpowiedzi, korzyścią jest możliwość znalezienia chwili czasu tylko dla siebie, czasu na krótką refleksję oraz na medytacyjne skupienie się na czynności oddychania.

W innych przypadkach i przykładach mogą to być całkowicie naturalne potrzeby jak miłość i związki z innymi ludźmi, związek oraz współudział w „większej całości” (w kontekście społecznym np. rodzina, społeczność, grupa, itp.), potrzeba bezpieczeństwa, przebywania w tym, co znajome, przewidywalność, a z drugiej strony potrzeba doznawania tego, co nieprzewidywalne i zaskakujące, potrzeba rozwoju i nauki, potrzeba uznania naszej wartości i ważności (za Anthony Robbins) itd.

Pamiętajmy przy tym, że zarówno w pierwszym jak i w drugim pytaniu pośrednio identyfikujemy (a po trosze przywołujemy) kompleks – nieświadomą i często nieadekwatną do obecnej sytuacji strategię realizacji istotnych potrzeb danej osoby.

W powyższym kontekście trzecie pytanie a właściwie wyzwanie: „W jaki sposób mogę uzyskać lub zachować tę korzyść jednocześnie osiągając wyznaczony cel?!” będzie rzecz jasna trudne nie tylko w kontekście znalezienia odpowiedzi, ale przede wszystkim w samej realizacji i wprowadzaniu w życie postawy częstokroć jednoczącej przeciwieństwa. Jest to zarazem ogromne pole do popisu dla naszej wyobraźni i kreatywności!

Załóżmy, że nasza palaczka papierosów, to wiecznie zabiegana kobieta, która nigdy nie znajduje chwili czasu „dla siebie”. Co więcej; jej zdaniem taki „czas dla siebie” jest formą egoizmu, bo zmuszałby do „kradzieży” czasu przeznaczonego dla dzieci! Jeśli zgodzimy się, że 20 papierosów po (co najmniej) 5 minut każdy, jest „chwilą dla siebie”, to odkryjemy, że nasza palaczka znajdowała dla siebie blisko 2 godziny dziennie (100 minut)! Powiedzieć pracującej matce, że każdego dnia może poświęcić WYŁĄCZNIE DLA SIEBIE 2 godziny dziennie, na bezproduktywne refleksje, rozmyślania, czy obserwowanie oddechu może być dosłownie szokujące. A jednak wiele matek czy zagonionych biznesmenów właśnie TO (nieświadomie robi)robi paląc papierosy!

Jeśli zachowasz „korzyści” płynące z palenia papierosów (lub w innych przypadkach korzyści z bycia np. osobą biedną, na niższym stanowisku, grubym, itd...), przy jednoczesnym realizowaniu swojego celu, to dopiero (a może TYLKO) wówczas spójnie i bez stresu zrealizujesz swój cel lub zamierzenie. Jednocześnie w chytry sposób zintegrujesz własny kompleks przejawiający się np. w nawyku palenia! (Pamiętasz? - Kompleks to nieadekwatna, emocjonalnie bardzo intensywna emocjonalnie i dominująca strategia adaptacyjna stosowana do pewnych doświadczeń, która powstała w zamierzchłej przeszłości, i która już nie jest zbyt dobrze dostosowana do twojej obecnej sytuacji...)



To, co znajome...

Pamiętasz słynne przysłowie mówiące, że lepsze jest znajome piekło niż nieznane niebo? Zawiera się w tym mądrość wielokrotnie potwierdzana badaniami psychologicznymi oraz socjologicznymi. Lubimy tych oraz to, co do nas podobne i nam znajome – bliskie. Czasami ludzie rzeczywiście nie dostrzegają korzyści z „niedogodnej” dla nich sytuacji. Ale wystarczy zapytać jak długo tkwią w tej sytuacji. Jeżeli to trwa kilkanaście tygodni lub miesięcy, to na pewno się oswoili z tą sytuacją, jest im bliska i znajoma. Pomyślcie o tym, że niektórzy tkwią LATAMI w sytuacji, którą właśnie chcą zmienić (np. sytuacja palacza lub kogoś o niskim statusie majątkowym – pomimo posiadanego potencjału_do_zmiany) !

W samym tkwieniu latami w trudnej sytuacji jest potencjalna korzyść: skorzystaj z uporu (i oporu) oraz z cech oswojenia pozwalających na tak KONSEKWENTNE i DŁUGOTWAŁE przebywanie w określonej postawie/sytuacji! (czyli: konsekwentnie i uparcie biegaj, medytuj, czytaj, uczęszczaj na basen lub na aerobik J)



Podwójne sygnały !!!

Ukryte korzyści – jako treści płynące z naszych kompleksów są oczywiście nieświadome, co nie znaczy, że nie sposób ich zaobserwować. To nieświadomość kieruje w głównej mierze (aczkolwiek nie zawsze) naszą pozawerbalną komunikacją: mową ciała, mimiką, gestami, tonem głosu, przejęzyczeniami, snami itp. Jeśli ktoś poważnym tonem przekonuje cię, że chce rzucić palenie lub zamierza się wzbogacić, a jednocześnie na jego twarzy pojawia się chytry i powątpiewający uśmieszek – to ten uśmieszek jest sygnałem płynącym od jakiejś, nieświadomej części w tej osobie, najwyraźniej zadowolonej z obecnego stanu rzeczy. Inne, pospolite objawy niespójności czyli występowania podwójnych sygnałów, to np.: przeczący ruch głowy przy jednoczesnym mówieniu „tak” lub mówienie o „wspaniałej wizji” dość monotonnym i nudnym tonem

Jeśli chcesz poznać spójność strategii realizacji określonego celu bądź zamierzenia, wystarczy, że staniesz przed lustrem i zapytasz sam siebie (lub innej osoby, jeśli jest was dwoje) kim będziesz i co się stanie (jak to będzie), gdy zrealizujesz swój cel. Kiedy będziesz odpowiadać na to pytanie, może się ujawnić się podwójne sygnały świadczące o tym, że być może coś jeszcze jest przeciwne realizowaniu planu czy celu lub potencjalni chce zabrać głos w tej sprawie !!!

Robert Palusiński nocą 27 lutego 2008


UWAGA:

Są jeszcze miejsca na warsztaty tylko dla mężczyzn pt. „Wędrówka Bohatera”. Początek całego cyklu 8 marca w Warszawie. Udział w pierwszych zajęć nie zobowiązuje do udziału w całości. Więcej wiadomości:


robert@/czyli maupa/akademiapop.org


MOWA I MILCZENIE 2008-02-28
Nasze myślenie (jego początki w zamierzchłym dzieciństwie) i związany z tym opis świata również WEWNĘTRZNEGO !!!- jeśli wprowadzać taki (dosyć sztuczny) to podział opiera się na strukturach lingwistycznych. Wcześniej jest tylko ciąg skojarzeń bez nazwy typu: pierś i ciepło ciała-jedzenie, twarz matki-satysfakcja, itp. Możesz wykonać eksperyment i zadać sobie najprostsze pytanie o doświadczenie: "Skąd wiem, to co właśnie (np. teraz) wiem?" A potem odpowiedz sobie na nie bez słów.... raczej trudne lub zgoła niemożliwe. Występuje tu słynna zasada Rumpelstiltchen'a ( po polsku przetłumaczono imię karła jako Titelitury) z baśni braci Grimm. Z bajek bardziej znane jest: "Sezamie otwórz się" , powtórzone z takim wdziękiem we "Władcach piersi-ścieni", kiedy bohaterowie wchodzili do Dolnych Światów obok strzegącego wejścia potwora wodnego.

Bez słowa nie występuje forma! "Na początku było słowo, logos" całkiem rezolutnie opowiada Jan ewangelista . Oczywiście, można twierdzić, że słowo, lub to co wy-powiedziane zabija TAO, podobnie jak dostrzeżenie cząsteczki subatomowej "zabija" jej pęd -- ale tu już się wtedy nie dogadamy :)))) [ponieważ: albo będziemy rozmawiać o pędzie, albo o położeniu, albo zezwolimy sobie na istnienie w równoległych, nie-komunikujących się ze sobą wszechświatach!] Oczywiście, warto podnieść w tym miejscu ważki problem, że TAO, które było na początku - niedwoiste i przed-słowne, zazwyczaj bywa utożsamiane z mitem pierwotnego raju, śródmacicznego niezróżnicowania z I coexu S. Grofa ....

Zatem nie-ubieranie w słowa może być również [objawem] takim właśnie ukontentowaniem w objęciach pierwotnej Pramatki - utraconego Raju życia płodowego.
Możnaby zadać pytanie czy istnieje możliwość zaistnienia bez-słownego komunikatu. Odpowiedź: I tak i nie! Albowiem taka możliwość istnieje na poziomie Śnienia – przedwerbalnej esencji, kiedy faktycznie nie istnieje jeszcze forma. Jest to miejsce, gdzie postrzegający podmiot nie zostaje oddzielony świadomym wyodrębniającym aktem percepcji od postrzeganego przedmiotu!
Takie, kwantowe splątanie nie spełnia definicji komunikatu i tu być może leży sedno potencjalnych nieporozumień komunikacyjnyc :))) Komunikat, albo in-forma-cja czyli kształtotwórstwo (np. jest mi dobrze), aby zaistniało potrzebuje tria: nadawcy - treści - odbiorcy nawet, jeśli dzieje się to w obrębie jednego "organizmu". jeżeli leżę, i jest mi "dobrze", to występują: 1. Ktoś komu jest dobrze -- odbiorca 2. Treść -- czyli słowa lub inne desygnaty o znaczeniu "dobrze" 3. Część sensoryczno-percepcyjna wysyłająca konkretnymi kanałami informację, że "jest dobrze". jak to rzekł przed z górą 40 laty Gregory Bateson: "nie można nie komunikować", albo po mojemu: "brak komunikacji, to końcowy etap entropii=zgon". Bateson nie był znowu taki odkrywczy.... ---> naukowcy buddyjscy procesy percepcyjno-formacyjne zbadali i precyzyjnie opisali w Abhidamma Koshia jakieś 2300 lat temu i uwzględnili ową trójcę cybernetyczną czyli: przedmiot - akt - podmiot postrzegania oraz wynikające z nich konstytuowanie się formy sytuując je w18 skupisk/agregatów konstytuujących BYT człowieka (18 znaczy: trójca x ilość zmysłów czyli 3x6=18 -- ponieważ dodali jako szósty zmysł "umysł" -- konceptualny - citta bodajże...) .
Więcej o warsztatach w marcu -- „Męska rzecz - wędrówka bohatera”„Męska rzecz - wędrówka bohatera”„Męska rzecz - wędrówka bohatera” 2008-02-15

Męska rzecz - wędrówka bohatera”


!!!ZAREZERWUJ TERMIN: 08.03. - 09.03. WARSZAWA !!!!


Prawie 10 lat temu, na tylnej okładce mojej książki „Szamanizm w praktyce” cytowałem J. Campbella, który powiadał, że: „każdy wspina się po drabinie życia. Większość dostrzega kłopot dopiero wówczas, gdy okazuje się, że drabina została przystawiona nie do tej ściany, co trzeba”. Podobnie mawiał Don Juan – szaman z książek Castanedy: „jest wiele dróg, ale tylko jedna to ścieżka serca. To żadna ujma porzucić ścieżkę bez serca i wkroczyć na ścieżkę z sercem. Ścieżka serca to ta, która czyni cię szczęśliwym.” Czyż to nie zdumiewające, że Campbell powiadał, iż życie zgodne z życiowym mitem cechuje błogość, „zachwyt”, jednak wcale nie musi być pozbawione cierpienia...

Zapraszam Cię do udziału w czymś nowym i niezwykłym: pierwsze warsztaty 7-miesięcznego cyklu pt. „Męska rzecz - wędrówka bohatera”.

Warsztaty „Męska rzecz - wędrówka bohatera” to 8 - miesięczny cykl warsztatów przeznaczonych tylko dla mężczyzn. Warsztaty zostały zaplanowane jako całościowy proces poszukiwania wiodącego mitu jaki pragnie się zrealizować poprzez moje istnienie w Świecie. Poszukiwanie mitu będzie unikalnym działaniem grupowym, inicjacyjnym, włącznie z klasycznym obrzędem 24-godzinnego poszukiwania wizji, szałasu pary i „pogrzebem wojownika” na 6-dniowych zajęciach wyjazdowych.

Dlaczego tylko dla mężczyzn? Ponieważ wiele osób wyraziło takie zapotrzebowanie oraz z uwagi na fakt, że specyfika grupy mono-płciowej pozwala na poruszenie problematyki oraz wyrażenie ekspresji, która często nie ujawnia się w grupach mieszanych. Warto również dodać, że w Polsce powstały w ostatnim czasie liczne kobiece grupy wsparcia i rozwoju, zaś męskie inicjatywy tego typu dopiero zaczynają funkcjonować.

Więcej - zobacz poniżej....następne terminy: 12 - 13.04; 17-18.05; 14-15.06; 14 - 20.07. (wrzesień i październik do ustalenia)



zajęcia pod superwizją Tomka Teodorczyka
miejsce: Warszawa (Kraków) oraz krótsze i dłuższe wyjazdy plenerowe
kontakt: robert("małpka")akademiapop.org tel. 505 476 964

cena jednego warsztatu 2- dniowego: 180 zł/osobę pierwsze zajęcia płatne miesięczne, następne (po zdecydowaniu się na cały cykl) płatne w całości (możliwe 2 raty)

więcej:

CYKL WARSZTATÓW „Męska rzecz - wędrówka bohatera” to odpowiedź na zapotrzebowanie i liczne pytania jakie pojawiały się podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów z grupami mieszanymi.
Projekt składa się z sześciu dwudniowych zjazdów i jednego sześciodniowego w lecie. Głównie w Warszawie, ale także i poza miastem, zwłaszcza 6 dni w lecie. W trakcie zajęć inspirowanych tradycyjnym rdzennym, etniczno-szamańskim podejściem, ale także najnowszymi zdobyczami psychologii zorientowanej na proces oraz analizy Jungowskiej zajmiemy się poszukiwaniem odpowiedzi na tak istotne pytania jak:

a. Podług jakiego mitu żyję? Czym jest mój mit teraz? Czy wciąż jest aktualny? Mit osobisty u Junga, „teoria żołędzia” Hillmana, wędrówka bohatera Campbella, „legenda życia” Coelho, „ścieżka serca” don Juana Matusa... Sprzymierzeńcy na drodze. Zobowiązanie i determinacja.

b. Maska – persona, cień i moc cienia. Cienie przeszłości i cienie miasta. Sprzymierzeńcy.


c. Wrażliwość - jak pogodzić męską siłę z otwartym sercem. Czy znam swoje emocje? Co one znaczą i mówią? Miłość, intymność, seks... jak być w intymnym związku z wybraną osobą. Jak kochać i być kochanym.

c. Czym jest nasza męska moc i jak do niej dotrzeć ? Jak bez ranienia wprowadzać siłę w życie?


d. Moc snów i Śnienia. Śnienie na jawie – czyli sny życiu codziennym.


e. Ścieżka serca: jak wygląda świat, inni ludzie i my sami oglądani z perspektywy serca? Jak odkryć swój mit - „legendę” życia? Do czego tęsknimy i co nas przyzywa? Jak dać szansę spełnienia mitu w codziennym życiu? Jak nie polec w zmaganiach pomiędzy „starym” mitem, a rodzącym się „nowym”?


f. Przeszkody na drodze ku zmianie. Dojrzała duchowość w świecie materii. Wizyty w piekłach i tęsknoty za rajem utraconym. Łączenie przeciwieństw.

g. Jak żyć pełnią życia? Jaki jest sens i cel mojego istnienia? Jakiego mitu spodziewa się ode mnie Wszechświat? (U)-Zdrowienie Duszy.

Podczas warsztatów będziemy Pracować z głosem – np. .śpiewać lub grać na bębnach i innych instrumentach - poznamy lepiej nasze emocje. Będziemy poznawać moc ciała, wieści jakie przekazuje nam jego mądrość oraz oraz ruch, który współgra z planetą. Nauczymy się pracy nad snami i naszymi relacjami nie tylko z ludźmi ale i wszelkimi żywymi istotami oraz ze światem. Będziemy czerpać mądrość ze snu, z relacji oraz z mowy Wszechświata. Będziemy uczestniczyć w ceremonii szałasu pary, poszukiwaniu pieśni mocy, „pogrzebie wojownika” oraz Vision Quest. Nauczymy się lepiej być sobą oraz dowiemy się jak żyć szczęśliwie, co nie znaczy, że bez cierpienia ...


Co najważniejsze – odkryjemy na nowo wartość przyjaźni, niezobowiązującej bliskości i płynącego z niej wsparcia - wartości nie do przecenienia dla współczesnego mężczyzny. Pierwsze warsztaty są otwarte, a uczestnictwo w nich nie zobowiązuje do udziału w całym cyklu!

Zajęcia odbywają się raz w miesiącu i trwają przez weekend. Warsztaty rozpoczynają się w marcu 2008 i trwają do października 2008. W tym zawiera się letni 6 - dniowy obóz.

Warsztat poprowadzi Robert Palusiński, terapeuta Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces, autor książki "Szamanizm w praktyce" (oraz kilku innych pozycji) tłumacz książek Arnolda Mindella. Robert Palusiński studiował w Polskim Towarzystwie Psychologii Zorientowanej na Proces oraz w Szwajcarii (RSPOP Zurich), gdzie zdał egzaminy uprawniające do pracy terapeutycznej oraz pracy z grupami pod superwizją. Od 10 lat prowadzi autorskie warsztaty szamańskie łącząc pradawne techniki uzdrawiania z najbardziej twórczymi nurtami współczesnej psychologii. Więcej o prowadzącym zobacz : www.wesolymlyn.net/o%20mnie.htm

kontakt:
robert
("małpka")akademiapop.org tel. 505 476 964

data i miejsce pierwszych zajęć: WARSZAWA, w dniach 08 - 09 marca 2008
tani dojazd, to np. promocja intercity przez internet - z Krakowa można dojechać do Warszawy już za 66 zł w OBIE strony z miejscówką, lub w innej opcji za 70 zł w obie strony (albo weekend'owy za 99 zł) !!!


NAJBLIŻSZE WARSZTATY:

Sztuka i magia transformacji konfliktów”

w dniach 31.05. – 01.06. w Krakowie



SĄ JESZCZE MIEJSCA - ZAPRASZAM !
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
O mnie
robertpalusinski
49
Słówko o mnie
Zobacz mój profil
Zobacz serwisy INTERIA.PL